środa, 27 kwietnia 2011

Wycieczka na farme, nareszcie.




Od dluzszego czasu Olaf pytal kiedy pojedziemy na farme, po jabluszka. Tlumaczylam mu ze jabluszek jeszcze nie ma, bo teraz jest wiosna i jablonki musza zakwitnac.... "chce zobaczyc!" uslyszalam i od tamtej pory pytanie brzmialo "kiedy pojedziemy zobaczyc jablonki?". Co ja sie naszukalam jakiegos lokalnego sadu coby dzieciom pokazac piekno wiosny i jak to sie wszystko po kolei musi stac zanim owoc trafi nam do reki. A na drugim koncu swiata u waszego pradziadka w Lubnowie na ogrodzie stoja jablonki i pewnie teraz kwitna i traktor stoi tez!Napisalam w koncu email do farmera:) Olaf jak uslyszal nowine to urusl ze dwa razy, wow! Jego mama zadzwonila do farmera. Tak i farmer mi odpisal, okazalo sie ze sa zamknieci bo to nie sezon ale moga zrobic dla nas wyjatek, teraz tylko czekac na wiecej slonca i na pierwsze kwiatki.

I tak czekalismy, Olaf mi czesto przypominal jak bardzo chce na farme i zagadywal czy zadzwonil juz farmer.


I stalo sie przyszedl czas na jablonki. Trzeba sie spieszyc bo wystarcza deszcze i wiatry i po kwiatkach.

Bylo pieknie, caly sad dla nas. Pani ktora wycieczke nam poprowadzila, zabrala nas na przyczepie traktorem do sadu. Nie wiem czy do konca zdawaliscie sobie sprawe z ogromu sytuacji - traktorem po sadzie, tylko my!

Pani pokazala nam drzewka jabloni, sliwki i brzoskwin. Pokazala kwiatuszki i gdzie bedzie owoc. Nauczylismy sie ze pszczoly potrzeba do zapylenia kwiecia jabloni a brzoskwinie zapyla wiatr. Sluchaliscie o tym jak sie sadzi jablonki ze potrzeba kilka gatunkow zeby pszczoly zapylaly. Opowiedziala co sie dzieje z drzewkami po jesiennych zbiorach, ze trzeba je poprzycinac. Bylo bloto i patyki i Olivia sluchala bardzo mocno, Olaf cieszyl sie ze tego dokonal i ze byla przejazdzka traktorem ale mial chwile znudzenia. Definitywnie wycieczka do powtorzenia jeszcze kedys. Na koniec pani pokazala nam pole truskawek, salate posadzona i obdarowala mnie szczypiorkiem.
Wycieczke zakonczylismy piknikiem pod ulubiona wierzba placzaca, gdzie OLaf ze swoja kanapka wylegiwal sie na trawie a Olivia wykonala piekny taniec z wierzba, przy silnych powiewach wiatru wyginala sie razem z galeziami co bylo calkiem interesujace.






wtorek, 26 kwietnia 2011

Wielkanoc 2011






Swieta spedzilismy z przyjaciolmi z NY z rodzina Kurylowiczow. Milo, gwarno i wesolo ale i spokojnie. Zdrowo, nie do konca bo na nieszczescie Olivia nam sie rozchorowala w Wielka Noc, meczyl ja zoladek przez cala noc i nad ranem dopiero slodkie postawilo ja na nogi. Po ciezkiej nocy obudzilas sie z podekscytowanym okrzykiem Wielkanoc! Wielkanoc! A pozniej gdy poczulas zmeczenie i chorobe martwilas sie tym ze "nawet nie masz sil na szukanie jajek". Ale sily sie znalazly. I jajka tez. Tego roku Olaf aktywnie bral udzial w przeszukiwaniu ogrodu, mial szukac jajek niebieskich i swietnie sobie radzil ale jak na koniec, gdy juz cieszyl sie ich zawartoscia, zapytalam jakiego sa koloru odpowiedzial mi z wielkim przekonaniem ze sa zolte...:) Byly tez schowane wieksze jaja z ukrytymi zabawkami w srodku, ale do nich to juz trzeba bylo dotrzec odnajdujac i odgadujac zagadki , praca dla starszakow

Predko sprawdz miejsce gdzie listonosz listy wklada,
Czeka cie swietna zabawa!

Teraz pobiegnij 10 krokow w przod, czy widzisz trzecie jajko juz?

Swietna robota wracaj na ogrodek,
Do miejsca gdzie ziarenka zbiera dudek.

Kryjowka jest tuz tuz! Czy cieszysz sie juz?
Pod doniczka nie daleko znajdziesz jeszze jedno jajeczko.

Brawo dzieci! To juz tu!
Zajac cos ma dla was tu!
Trzeba tylko wzrok wytezyc, sprawdzic w skrzynce do narzedzi!





Pieknie ten zajaczek to wymyslil prawda? A te piekne koszyczki ktore zdawalo sie ze sie wcale nie sprawdza okazaly sie idealne, wykonane w przeddzien z pomoca mam.
A pozniej zrobilo sie lato i ktorys tatus wpadl na genialny pomysl zeby przygotowac basen dla dzieci i to bylo to.


Ale najpierw bylo swiateczne sniadanie. Moje ulubione sniadanie. Zurek z biala kielbasa, zur jadlam jeszcze caly nastepny dzien. Byly tez podsmazone rozne kielbaski wedlinki i boczusie, specjal taty ktore wspaniale smakowaly z chrzanem i grzybkami marynowanymi, dla mnie rarytas bo kosztuja tu sporo, osiagalne chyba tylko w polskim sklepie.

A w Wielka Sobote, wielki deszcz. W poludnie z dziewczynkami, Basia i ja poszlysmy ze swieconkami do Kosciola. Piekna ta tradycja swiecenia pokarmu.

Tego roku nie zapomnialam o jeszcze jednej polskiej tradycji lania woda w Poniedzialek Wielkanocny. Zawsze zapominam bo tutaj to zwykly dzien pracy, ale nie tym razem, zaskoczylam dzieci, oblalam troche tate i Basie a pozniej Olivia dolaczyla do zabawy.

Swieta, swieta i po swietach.

Muchy!

Olaf sie boi robactwa. Z wszystkch stron atakuja go muchy, a do much zaliczaja sie osy, pszczoly i karpentowki. Te ostatnie powszchnie nazywane carpenter bees sa grube, duze i glosne i uparcie podlatuja calkiem blisko do czlowieka mimo ze krzywdy nie zrobia bo nie kasza. Lubia za to wiercic dziury w drewnie co widokiem jest nie lada ciekawym bo doslownie slychac i widac to wiercenie. Olaf nie lubi tez mrowek i wystraszyl go tez slimak, do tego stopnia ze zeskoczyl z rowera i zostawil go w progu drzwi i odmawial przesuniecia go "bo tam jest slimak!"
Nie dlugo zacznie sie sezon kampingowy, jak to bedzie z tymi robalami?

środa, 20 kwietnia 2011

Taka fajna z nas grupa



Ale nie zawsze jest jak na zdjeciu :)

Przyjechali goscie, rodzinka Barry z DC. NA NOC! Bez swojego taty!
Ale bylo fajnie, ale sie wszyscy zmeczylismy..nastepnym razem obiecuje zdjecie po takiej wizycie bo dzisiaj widok byl niezastapiony, brudni i wycienczeni i mali i duzi.

Towarzystwo dzieli sie na kilka grup. Ja i Magdalena jako karmiace, prowadzace, sprzatajace, wyjasniajace, marudzace itd itp. Emil i Maksiu stawiali sie w dzien pierwszy ze spac nie beda. Olaf i Ania, czesto solo ale tez lubia dolaczyc sie do starszych dziewczyn. I grupa najbardziej aktywna to Zosia i Olivia, u nich wrze albo super zabawa na calego ale zacieta rywalizacja. Od koloru talerza kto jaki wybierze po liczbe liter w imieniu. Tak Olivia wygrala bo ma wiecej liter w swoim imieniu?!?
Tak, tutaj na zdjeciu w trakcie tej wlasnie dyskusji.



Smieje sie z was dziewczyny, ale przy tej smiesznej rozmowie powstal wam piekny rysunek kwiatkow wspolnie narysowany, bo na zmiane rysowalyscie platki, wiec oto dowod ze potraficie sie ladnie bawic.
Ale chwile pozniej pokazywalyscie ktora jest silniejsza :)



Dzien pierwszy deszczowy spedzilismy w domu, z malymi przerwami na kalosze. Uroczyscie zakonczony wspolna kapiela w pianie.




Ale to jeszcze nie koniec atrakcji na ten dzien bo najlepsze bylo wspolne spanie na naszym goscinnym materacu..



Inne wydarzenia warte wspomnienia to zabawa Emila z ziemia, nie wiem kiedy i jak sie tak zalatwil ale zadne moje starsze takiego widoku mi nie dalo. Zasluguje na umieszczenie zdjec kilku i Magdalena bardzo zapragnela zdjecie pamiatkowe, z tylu widac rownie brudne auto, sprawa jasna trzeba bylo zreperowac woz.
Poza tym byla tez lemoniada, i w tym roku nie odmierzam nic sypia proszku sami ile chca, zawsze wychodzi pyszna; oczywiscie nieobylo sie bez przepychanek kto co pierwszy bo to wydaje sie byc super wazna kwestia. Byly tez zabawy z woda i duzo rysowania i wycianania sniezynek z filtrow do kawy, bardzo swiatecznie :)






A gdy goscie odjezdzali to przed domem wlaczony sprinkler okazal sie swietnym zakonczeniem dnia dla Olafa i OLivii. Tacy przemoczeni trafili prosto do wanny. Olaf nareszcie sie do tej zabawy przekonal, ubieglego roku do psikawek sie nie zblizal. A Emil myslal ze lubi ale z bliska nie bylo juz tak fajnie.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Swiateczne przygotowania

Dzisiaj wydmuchalam pierwsza w zyciu wydmuszke :), pamietam jak do szkoly sie nioslo wydmuszke. Olivia bardzo chciala dmuchac, moze za rok? jak sytuacja z jajowa alergia sie wyjasni? Pozniej wydmuszke zdobila bibulkami, byla przy tym super dokladna.



W tym czasie Olaf robil to:



A pozniej wzielam sie za okna. Babcia bedzie dumna, bo zawsze jak chciala nam je myc to odciagalam ja od tego pomyslu. Teraz oprocz kurzu, byly na nich palce i pisaki i zacieki bo Olaf bardzo lubi ostatnio "wycierac okna" na co mu pozwalam bo wierze ze cos dobrego ta zabawa za soba niesie. Wiec, swieta i wiosna to pora na okna. Wszyscy mi bardzo pomagali a co sobie przynioslam sucha sciereczke to zanim sie obejrzalam juz byla mokra. Bardzo szorowany byl stol ogrodowy. Bardzo ta ich pomoc zamienia sie w problem bo bardzo przy tym ze soba rywalizuja, Olaf wychodzil za swoja polowe stolu, tlumaczylam im ze chodzi o cel ich pracy, ze chca wymyc razem NASZ stol..




A oto nasz wiosenno-swiateczny kacik, nad ktorym pracujemy juz jakis czas, dokladajac nowe prace robi sie coraz ladniejszy zupelnie jak za oknem.

A najbardziej lubie, znajdywac poprzestawiane w nim rzeczy :)

Pechowy dzien

Olaf mial dzien wypadkowy. Ciesze sie, ze juz smacznie spi. Zaczelo sie od piety. Nie wiem co sie tak naprawde stalo, kladlam Emila spac, ktory to ostatnio przestawia sie nam na jedno spanie i nie moze sie zdecydowac na odpowiednia pore, dzisiaj od godziny 10:30 do 2 kazda moja proba konczyla sie lzami. Olaf i Olivia bawili sie ladnie, zbudowali sobie zjezdzalnie z materacy i kanapy i tak to sie skonczylo ale czy incydent mial cos wspolnego z zabawa to moge tylko sie domyslac. Jak to jest, ze mama po placzu potrafi poznac jak cos naprawde zlego sie dzieje?? Tak bylo z Olivii zlamanymi zebami i tak bylo dzisiaj z Olafa pieta.. Krzyk glosny i przerazenie, wychodze z sypialni widze Olafa, calego, ogladam go i nie widze nic ale nagle Olivia mowi "on ma krew" i wtedy widze krew na podlodze i jego piete, ma naderwana skore dosc gleboko i ta krew. A pozniej jakby malo nam bylo na jeden dzien, przychodzisz synku i mowisz mi zaplakany ze wypadles z okna. Widze ze trzymasz sie za plecy, zagladam pod koszulke i widze slady otarcia po murze, oj to musi bolec. Okno cale szczescie metr od ziemi, cale szczescie spadles tak ze oprocz zdartej skory nic wiecej sie nie stalo. Powtarzales pozniej, ze byles dzielny, taki dzielny!

sobota, 16 kwietnia 2011

Swiatecznie nam

Taki udany przedswiateczny dzien za nami, moze i dobrze ze padalo bo tyle zdarzylismy zrobic ? Jutro Palmowa Niedziela. Palemka stoi piekna wyszykowana, niby tutaj nie trzeba bo w kosciele daja symbolicznie taki lisc palmy (chyba to jest?)ale to taka ladna tradycja zeby ta palemke miec swoja a jeszcze lepiej zrobic. Kupilismy bazie w sklepie, tak kupilismy za $3.99 a mi sie marzy spacer gdzies zeby sobie ich nazrywac. Pamietam rosly na gorce wojskowej pospolicie zwana "Wojskowka" gdzie tez rozne inne zakazane rzeczy sie odbywaly np pamietam jak donosilam na brata ze papierosy palil za wojskowka, ale czy ja to naprawde widzialam??



Bazie. Bazie piekne kupilismy i troszke ozdobilismy kwiatuszkami z welny niedoprzedu ktora sie caly czas bawimy na rozne sposoby i zrobilysmy tez gniazdka takie piekne wiosenne z czapeczek zoledzi i mchu i kamyczkow pomalowanych na niebiesko. Odwiedzaja nas czesto i duzo ich tu w Maryland, chodzi o drozda wedrownego - Robin Redbreast, bohater tylu pieknych ksiazek o wiosnie i wszedzie rysunki niebieskich jajek w gniezdzie i jego pieknego czerwonego brzuszka.

Opowiedzialam dzieciom o polskich tradycjach Wielkanocnych. Opowiedzialam wam jak Jezus wjechal do Jerozolimy i ludzie witali go i machali palmami. Jutro wybieramy sie do Kosciola. Szukajac o polskich tradycjach tu i tam znalazlam Wielkanocnego Kogucika i pomysl spodobal mi sie od razu. Zabralismy sie wiec do pracy.
Mieszalismy, zagniatalismy, czekalismy do ciasta zagladalismy a pozniej lepilismy i Olivii szlo to zgrabniej niz mi, az z pieca wyciagnelismy takie koguciki :)



Ktore smakuja slabo, bo niepotrzebnie dalismy cynamon jak to podsumowaly dzieci. Ale najbardziej podobal nam sie caly proces tworzenia tego dziela ktory mysle ze stanie sie tradycja i oto chodzilo. Olivii jest malutki, mama zrobila duzego tata mowi ze to "Mickey Mouse" :)






a Emil tez bardzo prosil o fartuszek, i nie chcial ten tylko ten co Olivia ubrala jego ulubiony i bardzo smakowal mu cynamon.




A w trakcie pieczenia chlopaki powyciagali mi najwieksze garnki i tlukli sie bardzo i najmieszniejsze bylo jak zatykalam uszy od tego halasu o takie smieszne:



i powstaly tez inne zabawy z garami na ktore ja bym nigdy nie wpadla a pozniej wyslalam was zebyscie poszli posluchac deszczu przy otwartym oknie i zobaczyli jak moknie swiat i bardzo wam sie to spodobalo, szczegolnie najmlodszemu.



Cyrk!

Olivia byla w cyrku z tatem i z Zosia Barry. Byl tez Victor z tatem Kuba ktorzy to na cyrk nas namowili! Olaf mial kupiony bilet ale do cyrku isc nie chcial, ba! on byl mocno przekonany na nie, nawet sie nie zawachal jak go zapytalam czy chce isc. Wiec w ostatniej chwili zaproponowalismy cyrk Zosi ktorej cyrk sie ostatnio ponoc marzyl!
Ach co to byl za cyrk, jak nam tato zdjecie telefonem przyslal to pozielenialysmy z zazdrosci to nie cyrk ! to jakis mega show!
Dziewczyny wrocily zachwycone, szczesliwe z okazalymi pamiatkami w reku Zosia z mieczem a Olivia z taka zabawka co sie swieci i kreci i kosztowala $20 (?!).
Olivia opowiadala tak:
"Najbardziej mi sie podobalo jak motory jezdzily w gorze i dziewczyny robily akrobacje na drazkach i slonie i pani nawet siedziala sloniowi na trabie!"
Pozniej jeszcze przez caly dzien wspominala jak cos jej sie przypomnialo a nastepnego dnia panie w przedszkolu tez sie o wszystkim dowiedzialy.

Wiec nastepnym razem to sie chyba z Magda do cyrku wybierzemy my bo takie atrakcje, ale na ogrodku tez bylo fajnie, sobie posiedzialysmy reszta dzieci sie pobawila, a dzien wczesniej bylismy u nich bo chlopaki mieli montowac hustawke ale nic z tego nie wyszlo a... dlugo by pisac, z jednego spotkania zrobily sie dwa i dobrze.

Emilek ach Emilek

Bardzo chce byc duzy jak siostra i brat. Przytula ich najmocniej na swiecie i glaszcze po glowkach. Bardzo chce byc pomocny, dzisiaj powyjmowal mi wszstkie sztucce ze zmywarki i poukladal na stole a jak wylal jogurt to zlapal scierke i wycieral, tak tak.
Widzialam nawet jak po bracie starszym wylewa siku z nocnika prosto do ubikacji bo tamten zapomnial i nawet nieuronil kropelki! Tanczy do wszystkiego i wszedzie, wiem powtarzam sie ale nie moge sie nadziwic tym jego tancom.