poniedziałek, 24 września 2012

co slychac



Bardzo szybka ale wykorzystana w pelni wizyta rodziny Kurylowiczow Stepieniow. W drodze z wakacji wstapili do nas po drodze. Fajnie sie bylo spotkac ale najfajniej bylo sie w blocie umazac. A z nieba lalo jak sie bawiliscie!

środa, 19 września 2012

Wakacji koniec

No jak to wakacje sie skonczyly a ja tu nieskonczylam o nich pisac??

Bardzo duzo wazniejszych rzeczy sie dzieje, pisanie bloga schodzi na dalszy plan, szkoda wiem ale zato staram sie wiecej kamerowac bo ostatnio troche ogladalismy wspomnien i tak bardzo sie wstydziliscie i smialiscie z wszystkiego.

To ja do tych wspomnien dolacze kilka moich ulubionych.

Kamping. Gambrill State Park, Maryland. Rzut beretem (macie do kolekcji smiesznych powiedzonek) czyli godzina od domu. Piekne miejsce. Hej w gory, w gory! Zabralismy rowery ale nawet wkolo namiotu byly gory i wjechac z przyczepka i jeszcze jedna przyczepka to sie tato za kazdym razem napracowal.
A trafilismy tam przez przypadek. Otworzylam przewodnik, zadzwonilam, pani powiedziala ze jest tylko jedno miejsce wiec je wzielam, bez ustalenia z mezem!

Ostatnie miejsce musi byc najgorsze, myslalam; ale tak naprawde to mialam przeczucie ze bedzie super.

Nawet nie wiedzialam ze park bez jeziora, wody do zabawy. Stroje zapakowalam. Ale korzystnie to wyszlo, bo z plazy zawsze wracalismy padnieci i w piasku cali i goracy od slonca. A tak przezylismy prawdziwy biwak, z wedrowkami po lesie, przy ognisku, razem.

Najfajniej bylo pojsc w las.
W lesie swietnie oznaczone szlaki, tabliczki z nazwami i informacjami na temat drzew i krzewow. Z jednego takiego spaceru przegonila nas burza (tylko straszyla glosno bez deszczu) i dla Olafa zrobilo sie nie fajnie bo burzy boi sie strasznie. Zasnal w strachu o 5 i spal juz do rana!
Zato nazajutrz wyruszylismy na prawdziwy rajd. Pod gore, miedzy chaszczami, Olivia byla twarda miala swoj kij wedrowca ale Olaf bal sie lasu pustego, wielkiego, gestego; zato Emil chcial biec albo isc na rece. Sama mialam kryzys w pewnym momencie, nie minelismy ani zywej duszy, przypomniala mi sie opowiesc Magdaleny o niedzwiedziu. Bylo fajnie, piekne widoki, lesny plac zabaw nawet na samej gorze lasu.

Lazienki. Musze o tych lazienkach, bo jeszcze takich czystych i przyjemnych w lesie niespotkalam. Bez kolejek!

Dzieci szalaly na rowerach. Mielismy taka fajna gorke, ulica jednokierunkowa, na ktorej mozna sie bylo bardzo rozpedzic, a samochodow zadnych. Oprocz rowerow, fajne byly taty narzedzia, pila ktora Olaf sie skaleczyl ale z plastrem cial dalej i bedzie cial jeszcze, lina ktora tato wiazal na drzewach na rozne sposoby do hustania.

Hamak zadebiutowal i byl bardzo przydatny bo nie jeden sie na nim zdrzemnal.
A jaki widok jest z hamaka. Pieknie to wygladlo jak liscie spadaly pomalu z drzew.

Olivia wymyslila fajne zabawy z kamieniami, trzeba bylo rzucic i trafic w drzewo, kazdy mial po 3 rzuty w rundzie a rund bylo 5, fajnie bylo zapisywac wyniki na piachu, liczyc, zmazywac noga i od nowa...

Olaf jedzil na doczepke na rowerze z tatem poraz pierwszy a nawet po ciemku jak jechali sie w nocy kapac i wiem ze bardzo mu sie to podobalo.

A na drugi dzien, pojechalismy do Frederick na lody. 10 minut od pola namiotowego. Smiesznie tak z lasu w miasteczko, miedzy ludzi i z powrotem do lasu.
A jakie maja miejsce z preclami we Frederick! Robia na oczach klienta precla z czym sie tylko chce! Precel z m&m's!!! Pycha jeszcze cieple czekolada sie topila w nim, ymmmm!
Fajnie bylo popatrzec jak to wszystko robia.

A w nocy lalo!!!

A rano slonce :)

Zapakowalismy sie idealnie, tym razem nie zapomnielismy o niczym. Nawet zabierajac z zamrazalnika kielbasy zlapalam za lososia i byl na dwie kolacje i wyszla taka elegancka kolacja, losos z ognicha z ziemniakami z ognicha i awokado!

Tutaj bardzo ambitnie, jeszcze nie wiemy jakie gory wkolo. Ale troche nam zeszlo, trzeba bylo w pewnym momencie z rowerow zejsc i pchac.


Olivia namalowala jak sobie wyobraza to miejsce, a malowala w ciemna noc jak tato rozbijal namiot.


Kto idzie po drzewo do lasu?? No jak to kto? Chlopaki! Chociaz Olivia tez chetnie szla!


OLaf zafascynowany ogniskiem, naprawde byl zajety nim przez caly czas, a ze nie bylo goraco to moglo sie palic przez caly dzien, wiec szukal patykow, suchych lisci, pilnowal smieci zeby tylko cos tam podrzucic..


zjazdy z gorki


i pod gorke


Emila pierwszy marshmallow


zeby tego pana polozyc na odpoczynek to trzeba hamak, dobra bajke do ucha i mame, oj naopowiadalam sie o listkach, mamy taka bajke co wraca do nas kazdej jesieni i chcecie zebym wam ja opowiadala i opowiadala


no nareszcie



tato sie napracowal na tym wypoczynku nie powiem, ale mysle ze on lubi taka prace


byly nawet hustawki niedaleko namiotu



ale Olivia hustac sie nie chciala, ona byla gotowa na wedrowke w las



podobalo jej sie bardzo, czytala kazdy znak, ogladala kazdy lisc, nawet w burzy chciala isc




tak z lasu do miasta troche byliscie dzicy ;)


ach te precle!


Znalezlismy miejsce do ktorego chcemy wracac, warto bylo.
Moze jeszcze w tym roku, troche sie boimy zimna, ale kto wie.
















środa, 12 września 2012

A dzisiaj bylo tak

Zaczelo sie malo planowo.
Radio mnie posluchalo i sie wlaczylo.
Olivia za to wstala polprzytomna. Wczoraj czytala Rainbow Fairies (seria o wrozkach)
do polnocy. Zaczeliscie wiec od obchodu podworka, bo Olaf wbiegl do domu z nowina ze para z ust leci normalnie! Wiec wszyscy mali poszli i zmarzli i niechetnie na sniadanie wrocili.

Wiec dzisiaj zaczelismy po sniadaniu i tez jakos ruszylo.

A pozniej przynioslam zimowe ciuchy i odrazu wskoczyliscie w zimowe cieple pizamy i ile przy tym bylo radosci i zabawy, bawiliscie sie ze jest noc i trzeba isc spac i nawet zeby wymyliscie nienaniby (nie na niby? nie naniby?) Wszyscy powyrastali, znaczy ze dobrze, ze rosniecie!

Rano chlodno i trzeba cos cieplejszego narzucic a pozniej goraco bo lato tu jeszcze posiedzi nie ma co.

Taki fajny eksperyment zajal nas na godzine albo i lepiej.
Na paskach z papierowych recznikow namalowalismy flamastrem spora kropke wypelniona kolorem. Po jednym kolorze na pasek. A pozniej zamaczalismy paski w sloikach z woda, ale tak zeby tylko zamoczyc koniuszek papieru zeby obserwowac jak nasiaka woda i jak tusz pisaka sie rozplywa na papierze i co wiecej zaczely sie pojawiac nowe kolory!

Olaf mial swoja zabawe w ktorej to robil to samo co my tylko ze on zatapial paski cale w wodzie i patrzyl jak woda sie zabarwia. Tez fajnie.

A jaka byla ciekawostka jak sprobowalismy sharpie i nie zadzialalo w ogole sie nie rozmyl.






wtorek, 11 września 2012

Pierwsze koty za ploty :)

Jak wy zrozumiecie dzisiejszy tytul posta kochane dzieci za jakis czas, juz sobie wyobrazam wasz smiech bo ostatnio bardzo sie chichracie z moich powiedzonek.
Kiedys powiedzialam ze tata przykleil sie do krzesla a moze nawet uzylam tego smiesznego slowa na "D",prychaliscie smiechem, Olaf w ogole mysli ze jestem najsmieszniejsza....

A konkretniej za nami pierwszy tydzien homeschoolingu. Byl ciezki. Nowy rytm, nowe materialy, bardzo bylam w tym wszystkim pogubiona, za co sie nie bralam to nie szlo, a to ja wybieralam zla pore a to Olaf wybral zla pore zeby sie przewrocic, Emil siku, Olivia nosa od ksiazek o wrozkach nie odklejala. Az po tygodniu moich obserwacji, wielu konsultacjach z kolezanka Asia (ktora sie homeschoolingu tez nie boi ;)) i z samymy Panem Bogiem powstal nam calkiem przyjemny plan.

O ktorym za chwile. Bo najpierw powspominam ten nie taki az straszny zeszly tydzien.

" I can do all things through Christ who strengthens me " Philippians 4:13

Piekne sa te slowa, niosly mnie kazdego dnia i udalo sie.


Pierwszego dnia czekalo na was szultute. Olaf wstal pierwszy i bardzo sie cieszyl, ale tutaj to juz sie doczekac nie moga zeby cos zjesc z niego a tu mama jeszcze zdjecia cyka, za rok pozwole wam sie nacieszyc nimi pozniej ladnie ubiore, uczesze i dopiero ustawie do zdjecia z pustymi szultute.

Olivia bardzo chciala budzik, ktory okazal sie niekonieczny bo wstawala i tak przed czasem. Ale jednego ranka sie doczekala i tato dotrzymal obietnicy. Budzik - radio nastawiony na 7:30 zerwal na nogi nie tylko Olivie ale i chlopakow. Rozleglo sie bardzo glosne wakacyjne "Cool cool summer" o ktore OLivia prosila, wlasnie wtedy kiedy ja siadalam do mojej porannej szklanki wody i myslalam jak fajnie ze mam chwilke bo wszyscy spia :) Ale jak ona sie zerwala!!!! wystrzelila z lozka jak z armaty, biegiem do pokoju swojego (spia wszyscy u nas :)raz dwa i ubrana.

Olaf jest z nami. Cale wakacje dostawal drgawek na mysl o przedszkolu. Gdy powiedzielismy mu ze zostaje ucieszyl sie bardzo.

A od poniedzialku, tydzien drugi szkoly, wyglada to mniej wiecej tak:

Ja zaczynam od wlaczenia radia. Ktore gra jak jest w humorze. Fajnie sie przy nim bawi we "freeze" ;). Lubimy rano klasyczna, Emil tanczy.

Olaf lubi sie szybko ubrac, Olivia ubrana przychodzi do kuchni gdzie w jej teczce czeka na nia plan lekcji. Ma na nim napisane co ma robic sama a co bedziemy robic razem. Zaczyna od razu, w kuchni ma biorko a na krzesle czeka spakowany plecak tam ma wszystko co potrzebuje do lekcji ktore ma zrobic sama.

Bardzo fajnie nam sie ta czesc dnia wyklarowala, ja robie sniadanie a ona przy mnie lekcje zanim siadziemy do sniadania bedzie miala czesc samodzielna zrobiona. 30 minut dzisiaj. Poranne lekcje zreformowaly nasz tydzien. Olivia ma wielka energie i checi jak wstaje, podoba jej sie ze moze sama wybierac w jakiej kolejnosci robi swoja czesc i odchaczac zrobione.

Sniadanie zawsze razem, dlugie, bez pospiechu moje ulubione. Po sniadaniu czytamy Biblie dla dzieci. Albo przy sniadaniu. Po sniadaniu pomagacie sprzatac ze stolu.

Koleczko. W pokoju na dywanie rozkladamy instrumenty i spiewamy sezonowe piosenki mowimy wierszyki, bawimy sie w poranna gimnastyke. Czasami sie nie uda bo chlopaki po sniadaiu wybiegna na dwor wtedy do nich dolaczamy i idziemy na spacer albo gdzies jedziemy.

A dalej jest roznie, czasami przed lunchem uda nam sie usiasc razem do stolu i zrobic cos razem. A czasem nie.

Czesto jest to pora na audiobook. Kazdego dnia wybiera ktos inny co bedziemy sluchac.
Ostatnio jest to "Little House in the Big Woods" albo "Lata Ptaszek".

Po lunchu wspolna ksiazka. A po ksiazce odpoczynek. Tutaj zmiana jest taka ze Olaf dostaje sluchawki i slucha ksiazki w lozku a Olivia siedzi na swoim ulubionym fotelu i czyta ku swojemu wielkiemu zadowoleniu .

Emil spi. Jak Olafa nie znuzy klade sie z nim i czytam wybrana przez niego ksiazke dluugo bo zaraz jak wyjde beda robila cos z Olivia pewnie Matematyke. Olaf wtedy albo nam pomaga, albo sie bawi.

Miedzy akapity prosze sobie powklejac rozne roznosci ktore dzieja sie tez i w tym domu. Krzyki, jeczenia, klotnie. Bo kazdemu sie zdarza. Ale widze ze plan dziala! Hurra!

Olivia potrafi juz bardzo szybko czytac. W tym roku skupiamy sie na pisaniu. Razem czytamy i opowiadamy, ucze ja budowac cale pelne zdania gdy odpowiada. Wierszyki na pamiec. Bedzie wiecej matematyki. Zaczynamy tez historie, gramatyke, srodowisko. Mam chyba tez ochote dorzucic zeszloroczny FIAR czyli ksiazka tygodnia i nauka na jej podstawie. Jezyk Polski, czytanie i pisanie koniecznie!

Dla Olafa czytac czytac i czytac jeszcze raz. Moze jakas literka tu i tam jak wyrazi chec. Duzo tnie i klei. Zabawa zabawa zabawa.

Podoba mi sie nasza szkola.

Pon-Czw:

spelling - literowanie wyrazow -10 minut

nauka pisania ladnych literek (handwriting) - 5 minut

nauka o pisaniu :) czyli jak budowac ladne zdania czyli wstep do pisania :) narracja, przepisywanie tekstu (writing) 10 minut

czytanie razem 30 minut, sama od godziny w nieskonczonosc

fonetyka (czyli brzmienie literek) 5-10 minut

Biblia

Matematyka 15-20 minut

Gramatyka 5-10 minut



Piatek:

dzien pidzamowy, czyli dlugi ranek i czytanie historii, srodowiska i plastyka i eksperymenty!

A po 3 tygodniach nauki tydzien na zlapanie oddechu. Kazdego miesiaca. Obowiazkowo. Zeby nie zwariowac. Taki jest plan, zobaczymy jak podyktuje zycie.














poniedziałek, 10 września 2012

Obietnice Olafa

Nosze w kieszeni zwiniety list od Olafa. Az sie papier poprzecieral. Tak sie ciesze ze sobie to wszystko zapisalam, uwielbiam go czytac. Olaf potrafi pieknie mowic. Ostatnio podchodzi do mnie i mowi " To jest nasza mama, to tylko nasza mama "

A powiedzial mi tak:


Jak bede tatem to bede cie zabieral na rozne surprises

zabiore cie na lake zebys sobie nazbierala kwiatow

bede za ciebie nalewal paliwo

i na plaze

i bede ci budowal

chcialabys zebym wybudowal ci plac zabaw?

i zabiore cie do Wegmans i do Target

i bede cie bral wszedzie

i do Magdaleny i do Basi

i do McDonalds

i bede ciebie bral w nocy na lody i snowballs

i do Royal Farms

na calym swiecie bede jezdzil

bede cie bral na rides.


Za kazdym razem gdy go czytam to sie wzruszam, o kazdej porze dnia i nocy.


czwartek, 6 września 2012

Halo!

Jestesmy i zyjemy! Wiele u nas nowosci, szkola domowa ruszyla, byl wspanialy camping, zbieramy ostatnie pomidory lapiemy pierwsze liscie. Pomalu. Wszystko pomalu. W koncu Ktos nam to wszystko dal wiec i sile na reszte tez da. Wierze w jutro. Ciezko nam sie powakacyjnie nowoszkolnie pozbierac ale dobrze ze sa te dobre chwile. Dzisiaj dostalam piekny bukiet od dzieci, z ogrodu, na koniec naszego dnia w ktorym kazdemu cos sie troche nie udalo ale przeciez mamy siebie na dobre i na zle.
Juz niedlugo wpadne tu na dluzej, tyle milych wspomnien.