Linea przesadza kwiatki tego miesiaca. Hmm, a my nie mamy zadnych kwiatkow.
Linea to bohaterka ksiazki, ktora bardzo lubimy, bo opowiada nam o kazdym miesiacu po kolei i pomaga nam sie uczyc o przyrodzie i o tym jak swiat sie zmienia gdy pora roku z jednej przechodzi w druga. A my nie mamy kwiatkow, bo zawsze myslalam ze dla moich dzieci z alergiami sa niezdrowe a poza tym mama nie ma reki do kwiatkow domowych, ale teraz mam pomocnikow do podlewania a poza tym dowiedzialam sie ze kwiatki oczyszczaja powietrze!
Po przedszkolu pojechalismy po kwiatki. Wybralismy trawke dla Olafka, ktora po angielsku nazywa sie Spider plant i to po prostu Olafa urzeklo a poza tym jak Olaf trafnie zauwazyl jest w paski i to rowniez mu sie spodobalo. Olivia wybrala English ivy, ktorego nazwy zapamietac nie moze i nazywa go poison ivy albo American ivy. A listki ma jak gwiazdki. Plan jest zeby wsadzic w doniczke drut wygiety w ksztalcie litery O jak Olivia a kiedys bedzie czescia ogrodu elfow ktory nam sie z Olivia marzy i moze nam sie uda cos tego lata zrobic? Kupilismy tez Boston fern czyli paprotka i rubber plant, taki z owalnymi grubymi lisciami. Trzeba tez bylo kupic doniczki i spodeczki. Oj mozna tam bylo przebierac w tym sklepie. Wracajac wszystkim burczalo w brzuchach, zatrzymalismy sie wiec w Bagel Works. "Przeciez to najgorsza restauracja w miescie" - powiedzial tata, zgadza sie ale mielismy za to super miejsca przy samym wielkim oknie z widokiem na York Rd - wielka ulice na ktorej akurat stal wielki transporter(?) - samochod z innymi samochodami na przyczepie, ktory sie wlasnie rozladowywal. Sama patrzylam z zainteresowaniem! Emilowi podobalo sie bardzo, siedzial w krzeselku szczesliwy ze swojego wlasnego kubeczka z rurka.
A pozniej sadzilismy to co kupilismy i szukalismy miejsca w domu na nasze nowe piekne roslinki.
Beda rosly razem z nimi.
