piątek, 25 lutego 2011

Kwiatki doniczkowe, nareszcie!




Linea przesadza kwiatki tego miesiaca. Hmm, a my nie mamy zadnych kwiatkow.
Linea to bohaterka ksiazki, ktora bardzo lubimy, bo opowiada nam o kazdym miesiacu po kolei i pomaga nam sie uczyc o przyrodzie i o tym jak swiat sie zmienia gdy pora roku z jednej przechodzi w druga. A my nie mamy kwiatkow, bo zawsze myslalam ze dla moich dzieci z alergiami sa niezdrowe a poza tym mama nie ma reki do kwiatkow domowych, ale teraz mam pomocnikow do podlewania a poza tym dowiedzialam sie ze kwiatki oczyszczaja powietrze!
Po przedszkolu pojechalismy po kwiatki. Wybralismy trawke dla Olafka, ktora po angielsku nazywa sie Spider plant i to po prostu Olafa urzeklo a poza tym jak Olaf trafnie zauwazyl jest w paski i to rowniez mu sie spodobalo. Olivia wybrala English ivy, ktorego nazwy zapamietac nie moze i nazywa go poison ivy albo American ivy. A listki ma jak gwiazdki. Plan jest zeby wsadzic w doniczke drut wygiety w ksztalcie litery O jak Olivia a kiedys bedzie czescia ogrodu elfow ktory nam sie z Olivia marzy i moze nam sie uda cos tego lata zrobic? Kupilismy tez Boston fern czyli paprotka i rubber plant, taki z owalnymi grubymi lisciami. Trzeba tez bylo kupic doniczki i spodeczki. Oj mozna tam bylo przebierac w tym sklepie. Wracajac wszystkim burczalo w brzuchach, zatrzymalismy sie wiec w Bagel Works. "Przeciez to najgorsza restauracja w miescie" - powiedzial tata, zgadza sie ale mielismy za to super miejsca przy samym wielkim oknie z widokiem na York Rd - wielka ulice na ktorej akurat stal wielki transporter(?) - samochod z innymi samochodami na przyczepie, ktory sie wlasnie rozladowywal. Sama patrzylam z zainteresowaniem! Emilowi podobalo sie bardzo, siedzial w krzeselku szczesliwy ze swojego wlasnego kubeczka z rurka.

A pozniej sadzilismy to co kupilismy i szukalismy miejsca w domu na nasze nowe piekne roslinki.







Beda rosly razem z nimi.

Karmnik


Tata z dziecmi wybudowal karmnik.
Przylatuje do nas tyyyle roznych ptaszkow, trzeba o nie dbac.
Pomysl byl taki zeby karmnik wisial na parapecie od okna z pokoju dzieci, zeby dzieci mogly sobie ptaszki ogladac.
Ale tato zrobil porzadny karmnik, bo jak juz robi to robi porzadny a nie jakis kawalek deski.


Tak wiec powstal im taki piecio gwiazdkowy bo z daszkiem.
Bylo ciekawie bo najpierw trzeba bylo pojechac po deski do taty nowego warsztatu. Tak! Tata ma nareszcie swoje wlasne miejsce gdzie moze trzymac wszystkie swoje narzedzia i stukac i pukac i pilowac. Deski trzeba zmierzyc, upilowac a pozniej poskladac jak puzzle i to bylo bardzo pouczajace.
Pozniej pojechalysmy szukac ziarenek dla ptaszkow, tanich i takich zeby nie mialy orzechow. Znalazlysmy worek 25 lb za $8. Ucieszylo mnie to, $8 za jedzenie dla ptaszkow moge zaplacic.
Teraz, nastepny projekt to karmnik nalezaloby przymocowac, tylko gdzie i jak. Tato mysli nad noga, musi byc tak zeby wiewiorki sie nie wspinaly bo jak na razie to mysla ze to dla nich taki fajny domek pelen ziarenek na stole stoi.
Mama, przykryla ziarenka siatka ale wiewiorki i tak znalazly sposob.

środa, 23 lutego 2011

Wspomnienie iglo


Pozostalo nam tylko wspomnienie i zdjecia cale szczescie.
Jakze moglam zapomniec!
Iglo zbudowal tato z pomoca dzieci ktoregos niedzielnego mroznego popoludnia. Cala praca zajela im gdzies 3 godziny i nawet byla uzywana pila! do przecinania kostek. Iglo bylo piekne, nawet mialo okna!

Balwanek



To by bylo na tyle jesli chodzi o wiosenne przeblyski, zima wrocila i sypnela sniegiem i znow zycie w Maryland zamarlo na jeden dzien. Wierzcie mi, cos gdzies kwitnie bo ja mam moja sezonowa alergie gdzies od tygodnia.
Wczoraj, Kathy miala wolne z powodu sniegu wiec zabrala cala ekipe na sanki. Dzisiaj bawilismy sie sniegiem w domu ale najpierw Olivia ulepila pieknego balwana. Calego sama! Taka jestem z niej dumna! Przybiegla razem z Olafem do domu po marchewke i rodzynki bo zbudowala balwana, wygladam na zewnatrz i rzeczywiscie stoi piekny taki calkiem spory balwanek. Nie widzialam procesu powstawania balwana wiec nie wiem na ile brat uczestniczyl ale mowi ze pomagal. Zrobilismy mu taki slodki usmiech cukierkowy i porzyczylismy czapke i szalik.

Przynioslam im do zabawy snieg do domu, dziwny jakis, wcale sie nie chcial stopic, bardzo zmarzniety ten snieg. Swietna zabawa, dodalam na koniec troche barwnika i zaczal sie robic balagan :). Olivia oczywiscie zamiast do zabawy przystapila do jedzenia sniegu.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Intensywny poranek

Olivia spedzila dwie pierwsze godziny dzisiejszego dnia na kolorowaniu, z bardzo krotka przerwa na sniadanie. Dwie bite godziny kolorowania! A jak skonczyla kolorowac to zaczela wiazac, mamusiu naucz mnie wiazac, wiec nauczylam ja wiazac na guzelek. Udalo sie. Brawo!

Zarobione pieniadze



Olaf i Olivia ciezko zarobili swoje pierwsze pieniadze.
Wyjrzalam dzisiaj przez okno, nie ma sniegu, wszedzie widac porozrzucane zabawki.
Zapowiadalo sie duze sprzatanie, a ze nie tylko moje dzieci zrobily ten balagan postanowilam ze za taka prace moge im zaplacic, bo to super ciezka praca, ktora wymaga super zaplaty.
"Jak pozbieracie wszystko z trawnika zarobicie po $1"
Nie dlugo pozniej uwijali sie w pracy, wymyslili nawet system ukladajac wszystko na sankach i rozworzac na miejsce.
Praca wykonana - zaplata zrobiona. Postanowili ze nie wydadza jutro w Wegmans pieniedzy tylko beda oszczedzac, Olaf powiedzial ze chce kupic duza pile.

Urodziny kolezanki

Piniata! Piniata! dzieci biegna po schodach, nie patrzac przed siebie, "Mamusiu, co to jest piniata, pyta mnie Olivia. "Zaraz zobaczysz". I chwile pozniej doswiadcza lekcji jaka piniata za soba niesie, kto pierwszy ten lepszy i ze czasami trzeba sie lokciami rozpychac. Ale nasza dziewczynka, zasady tej nie zna i konczy sie lzami i jednym cukierkiem w reku. "Te dzieci wcale nie potrafia ustepowac .." padaja slowa wielkiego zalu. No coz, okazalo sie ze nie tylko Olivia byla rozczarowana, ale inne mamy chetnie podzieliy sie cukierkami swoich pociech. Pozniej Jenna wyrwala Olivii fioletowa rozdzke i nie wazne ze na podlodze lezalo srebrnych 10 (pracujemy nad niewaga kolorow, ciezka praca)stalo sie ze obie porzadaly ta jedna jedyna fioletowa. Pozniej jakas dziewczynka powiedziala Olivii ze rysowac nie moze bo nie ma dla niej miejsca, ta sama dziewczynka wyjela sobie cos co do niej nie nalezalo z Olivii woreczka z kolorowankami, zbyt zawile by wyjasniac, ogolnie dziewczynka zlamala Olivii serce i to dwa razy!
Ja bawilam sie swietnie, zgromadzone mamy przedszkolne zaskoczone "obowiazkowym" pozostaniem na przyjeciu wesolo sobie gawedzily a na zartach sie znaja. Poza tym kolezanka Olivii Aleena i jej brat Lucas nauczyli nas grac w "Go Fish" bardzo milo nam uplywal czas.
"Tort zginal!" najlepsza zabawa. Takim okrzykiem mama zaskoczyla nie jednego 5 latka, wszyscy wyruszyli na poszukiwanie odnajdujac po kolei ukryte wskazowki ktore w koncu doprowadzily tabun dzieci do lodowki; przy okazji wlascicielka domu dowiedziala sie ze jej lazienka miesci 20 dzieci, a Sydney zajrzala nawet do wanny za tortem.
Dobrze, ze tort sie znalazl bo tym razem i Olivia mogla go zjesc, jako ze jest na doswiadczalnej diecie jajowej.
Z urodzin wyszlysmy z pieknymi z okularami, koralami i blyszczkiem do ust, ach ten blyszczyk i jeszcze raz trzeba tu achnac zeby oddac mej corki zachwyt nad owym blyszczykiem.
A byly to 5 urodziny Ryan.




A chlopaki w tym czasie objadali sie frytkami domowej roboty.

piątek, 18 lutego 2011

Mysle nad tytulem i nic mi nie przychodzi do glowy, tak w zasadzie to dlaczego musi byc tytul, wiec nie bedzie tytulu. A bedzie o tym jak caly dzien nie podazal za moim rzetelnie zaplanowanym rozkladem dnia ale i tak udal nam sie nie powiem. Bo mieli byc goscie i mialo byc zoo a skonczylo sie na zabawie w ogrodku. Bo pogoda dzisiaj ze hoho!

Wydarzenie dnia, wycinanie drzewa u sasiadow z naprzeciwka. Duzego drzewa.
Godz.9:30 Emil drzemie, Olivia w przedszkolu, Olaf i ja idziemy przed dom patrzec jak wycinaja drzewo. Jest cieplo, wracamy po lezaczki, kawe i paluszki. Tak zaczynamy dzien, spogladam na Olafa, ma szczesliwa mine, kiedy on zdazyl zalozyc ten kask strazacki, zastanawiam sie po cichu, przeciez dopiero wstal. Dolaczaja sie do nas Joshua i Seth i Cloe i ich mama, zrobilo sie bardzo wiosennie, dzieci jezdza na rowerach i pierwszy raz nie pamietam odkad nie jest nam zimno.
Przez reszte dnia odchodzimy i wracamy do tego wydarzenia, Olivia pozniej dolacza do naszych obserwacji. 6 godzin pracy, 4 silnych mezczyzn daje rade staremu debowi. Najpierw scieli wszystkie galezie, dzieciom szczegolnie podobalo sie jak sie pan po drzewie wspinal i jak po galeziach chodzil jak po linie; a pozniej kawalek po kawalku poszedl pod pile pien.

Pogoda nas rozpieszcza, od kilku dni jest bezkurtkowa pogoda. Dzieci spedzaja sporo czasu na podworku, Olivia jako osoba zawsze zwracajaca uwage na przyrode sama widzi rozne zmiany i przezywa ze wiosna juz nie daleko. Ja czuje w gardle to nadejscie tez bo wlasnie zaczynaja mi sie sezonowe alergie, jej!
Ale znamy te wiosenne przeblyski, zima nam sie jeszcze odezwie!



Odnioslam dzisiaj tez nie maly sukces, moje dzieci pierwszy raz w zyciu zjadly szpinak i o tym nie wiedza. Zrobilam im zielone smoothies. Plan byl zeby zakamuflowac kolor zielony truskawkami, nie udalo sie. Dzieci smialy mi sie w twarz jak stanelam przed nimi ze szklaneczkami pelnymi zielonego mocno zielonego blotka bo tak to wygladalo. A wszystko robilam w sekrecie zeby nie widzieli co wrzucam bo wtedy nici z mojego planu. Na nic moje proby ze zielony to najmodniejszy kolor bo zdrowy, ekologiczny i Tinker Bell pewnie ulubiony, nawet nie wiem w ktorym momencie dali sie przekonac, moze zobaczyli Emila jak im podpija?
Chyba sie udalo, musialam namawiac i to sporo. Jutro dodam jagod bedzie na brazowo!

środa, 16 lutego 2011

Mamusiu chodz cos zobaczysz, chodz!

Dobiega mnie takie wolanie z pokoju dzieci, jestem zajeta nie pamietam czym, w kuchni zajeta albo cos sie lalo albo gotowalo albo.."mamusiu chodz no chodz!" Ide. Staje w drzwiach i.. warto bylo przyjsc, zeby zobaczyc te chwile czulosci.




Oczywiscie, musialam zrobic zdjecie, ale chwili nie zepsulam a pamiatka jest.

Sroda


Emil wyciaga z szuflady fartuszek i bardzo sie domaga zeby mu go zalozyc. Zaden inny tylko ten szczegolny. Tutaj na zdjeciu ze szczotka od odkurzacza ktory jest ulubionym przedmiotem w domu zaraz za miotla i mopem. No, no rosnie nam nie zla gosposia.

Olivia wstala dzisiaj o 6:30. Pytam jej czy moze nie chce sie jeszcze troche polozyc bo jest bardzo wczesnie na to ona odpowiada mi: " niee, poczekam na wiosne."
:):)

Przy jakiejs rozmowie o przyszlosci Olivia glosno sie zastanawia jaki bedzie ten jej maz: " moze bedzie ladny i glubiutki jak tatus"



Dzisiaj skonczylysmy prace nad kalendarzem. Moze pomoze Olivii w wyczekiwaniu wiosny. Zrobienie jego zabralo nam dwa dni. Najpierw bawilysmy sie w rysowanie kola za pomoca olowka przywiazanego do pinezki. Trudne ale ciekawe. Pozniej kolo dzielilysmy na 4 czesci - 4 pory roku. Piekny i latwy sposob zeby obrazowo przedstawic dziecku mijanie por roku. Olivia uczy sie o miesiacach a Olaf poznaje pory roku.




Ciasto drozdzowe raz jeszcze. Tym razem precle. Olivia bardzo lubi zapach drozdzy, dzisiaj zawiedziona ze nie czuje ich zapachu bo ma katar. W przepisie karza wymieszac ciasto 100 razy, kto jak kto ale mama przepisu sie trzyma scisle, mowia 100 maja 100, Olivii podoba sie to cale liczenie. Z rozsypanej maki powstaje zabawa ktora przypomina mi jak ja sie bawilam u babci Zosi. Z usypanej maki robilam gniazdko i wlewalam do sroska wode a pozniej zagniatalam. Powstalo nam ciasto, zaczelysmy walkowac i tak przy tym ciescie sobie rozmawialysmy o tym co moja babcia z tego ciasta robila, a co?.. makaron, hurtowo. I tak walkowalysmy walkowalysmy i od pomyslu do czynu wiele nie trzeba. Zrobilysmy z tego Oliwkowego ciasta makaron.



A precle wyszly palce lizac!


 
Posted by Picasa

wtorek, 15 lutego 2011

W nowej fryzurze, zdjecie nareszcie!

 
Posted by Picasa

4 lata blogowania!


Dzisiaj mijaja 4 lata odkad usiadlam przed komputerem zeby opisac chwile spedzane z Oliwia i o tym jak rosnie. 4 lata radosci, pierwszych roznosci, guzow, slow. Piekne te 4 lata, tylko 4, tyle wspomnien!
Dolaczyli do nas Olafek i Emilek i rodzinne zapiski staly sie jeszcze ciekawsze.
Mamy juz dwa tomy naszych rodzinnych opowiadan, staly sie dla nas wszystkich ulubiona lektura.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Walentynki 2011


Byly kartki i balony. W tym roku musialy to byc kartki grajace dla Olivii straszny rarytas, zawsze na widok tych grajacych kartek cos sie z nia dzieje, ta chec posiadania jednej jedynej. Olaf mowi na nie ksiazki co graja i nie wytrzymal i dal mi swoja w sobote, Olivia wytrzymala ale miala kryzys gdzies przy niedzieli.

Olivia zabrala do przedszkola truskawki w czekoladzie posypane cukierkami, Olaf dopraszal sie o wiecej, wiec dorobilismy wiecej. Znikaja ekspresowo, szczegolnie jak tak leza na wyciagniecie reki jak otwiera sie po cos lodowke, o truskawka! i chaps do buzi.

Olaf zrobil Walentynki dla taty i Olivii. Wyciete z papieru serce smarowal klejem rozrobionym z woda. Zauwazylam ze o wiele bardziej mu sie podoba rozsmarowywanie kleju pedzlem, wiec rozrabiam mu z woda w miseczce a dzisiaj dodalam czerwonego barwnika i dzieki temu widzial gdzie posmarowal klejem bo wczesniej to zawsze tak pomazal w jednym miejscu i myslal ze starczy. Pozniej ten kolorowy klej posypywal galaretka w proszku i w tym miejscu mial byc projekt zakonczony ale on zaczal rozsmarowywac to wszystko razem.

Olafa serce pachnie malinowa galaretka i jest bardzo klejace.

Odbijalismy tez pieczatki serca z gabki na rozlozonym papierze na podlodze i Emil zachwycony nam wbiegl na bosaka w odbite serca i ozdobil reszta swoimi sladami.

A po przedszkolu Oivia zasiadla do stolu i razem z bratem konsumowali przyniesione slodkosci, wszystkim sie bardzo podzielila.

Opowiedzialam Olivii jak to Olaf wlozyl serce w swoja Walentynke i tlumaczylam co to znaczy "wlozyc w cos serce" pozniej przy szykowaniu lunchu caly czas ktos cos ode mnie chcial i powiedzialam im ze chyba nigdy tego lunchu nie skoncze na co Olivia odrzekla " To wloz w ten lunch swoje serce i go skoncz". Tak tez zrobilam.

A potem mial byc czas odpoczynku, kiedy to Olaf slucha w lozku Lokomotywy i z reguly zasypia a Olivia z sluchwkami na uszach slucha swoich bajek ale slabo im to wychodzilo z taka iloscia cukru we krwi wiec wyslalam ich na dwor poszukac wiosne, bo dzisiaj bylo ja bardzo slychac a i widac tez, znalezlismy pierwsze kielki kwiatow.
Zabawe mieli swietna, tyle radosci z roztopow, tyle wody i mozna bylo kurtki zimowe zostawic w domu i kalosze na nogi ubrac!

Ide zjesc truskawke.

niedziela, 13 lutego 2011

W zoo, goscie i walentynkowe przygotowania

Tato rzucil pomyslem zoo. Jak to przeciez zamkniete przez zime - mysle i szybko sprawdzam i okazuje sie ze przez ten weekend jest wyjatkowo otwarte. Pewnie ze do zoo!
W zoo z nami jest garstka ludzi na tyle malo ze zapamietujemy twarze i pod koniec prawie sie znamy ;). Mimo zimnej pogody udaje nam sie spotkac dzikie koty, ktore zawsze leza bo jest im goraco gdy je odwiedzamy, dzisiaj skacza po skalach, rycza i sycza i bardzo nam sie przygladaja a my im. Oczywiscie spotykamy niedzwiedzie polarne z ktorymi jest pani treserka i podziwiamy jak misiek staje na przednich lapach i lapie ryby. Byl tez bocian, ktoremu strasznie trzesly sie nogi. Dzieciom bardzo podobaly sie zolwie, ktorym moglismy sie bardzo dokladnie przyjrzec bo plywaly przy samej szybie. Malpy sie pochowaly, odwiedzilismy zyrafy, smiesznego okapi i pingwiny - ktore zawsze stoja w tym samym miejscu.
Tato jak przeliczyl koszt dzisiejszej wyprawy, szybko kupil nam karte wstepu na caly rok Jej!!!

Rano na sniadaniu mielismy gosci. Daniel, Moli i dzieci, przyjechali do swojej rodziny z Polnocnej Karoliny. Niegdys mieszkali w Baltimore, kiedys tato pracowal z Danielem. Zawsze jak przyjezdzaja na kilka dni to wpadaja do nas na sniadanie. Ostatnio byli ubieglego lata, gdy powiedzialam Olivii ze przyjezdzaja goscie na sniadanie bardzo sie ucieszyla i poprosila o odswietne ubranie, jak powiedzialam kto przyjezdza okazalo sie ze pamieta ich bardzo dobrze, co wiecej pamieta ze Sophie miala na sobie fioletowa koszulke i bardzo lubi "fruit snack" (zelki):)
To byl intensywny poranek, goscie o 8 rano, ale fajnie tak wczesnie zaczac, tata robil sniadanie, popijalismy kawke, dzieci sie bawily. A na sniadanie mafiny i gofry i trzeba przyznac ze mafiny tacie wychodza co raz lepsze dzisiaj bananowo-jagodowe z czekoladkami! Milo bylo ich spotkac, umowilismy sie na lato na kamping do Polnocnej Karoliny!

Pozniej zrobilismy serce, nasze rodzinne walentynkowe, pelne slodyczy.




Trzeba tez bylo skonczyc przedszkolne walentynki. Oliwka robila pieczatki z gabki w ksztalcie serce zanurzanej w czerwonej farbie a pozniej sie podpisala.



Wieczorem wracajac z Target, bo trzeba bylo dokupic walentynkowych upominkow do przedszkola, bo mama zupelnie zle wszystko policzyla; gdy juz bylam pod samym domem, nagle sobie cos waznego przypomnialam i zawrocilam i do domu wrocilam z tym:

Beda zachwyceni!

sobota, 12 lutego 2011

Co nowego

Olaf kocha strazakow, to fakt. Ostatnio nie rozstaje sie nie tylko z kaskiem ale i ze swoja przeciwdeszczowa kurtka, ktora robi za kurtke strazacka. Dobrze ze latwo ja wytrzec mokra scierka bo mocno sie brudzi bo strazak kurtki raczej nie sciaga, przeciez musi byc zwarty i gotowy. Ostatnio dostalam nagane za probe wytarcie jej z czekolady, ale wybronilam sie jakos tlumaczac ze strazaki to przeciez pucusie.
Olaf poprostu lubi byc strazakiem, to nie koniecznie jest zabawa w strazaka. Tutaj na zdjeciach ladnie bawi sie pomponami, ktore za pomoca pincety ladnie uklada kolorami, za chwile je upiecze ;) a pozniej pobiegnie cos zgasic!


Mamo ja poznaje kolory! wola.