poniedziałek, 22 lutego 2016

jak sie zbiera syrop klonowy

Temat  nie do wyczerpania.
Luty, miesiac na zbieranie syropu klonowego.
W zaprzyjaznionym nam parku, mieli warsztaty pouczajace jak to sie wlasciwie robi.

Wycieczka w las, Olivia dumnie ochotniczo niosla wiadro, razem z pania i innymi zainteresowanymi szukalismy drzewa.

Olaf nie cierpi blota. A bloto bylo, jeszcze jakie wiec mu troche spacer psulo.

Piotrek chetnie sie wyrywal w bloto.

A Emil z tata nawet sie nie odwazyli ;) poszli na wystawe przyczep kempingowych.

A sok pomalu do wiaderek kapal. Dowiadujemy sie ze do syropu nadaja sie soki nie tylko z drzew klonowych, ale rowniez z orzecha czarnego! ktorego mamy na naszym ogrodzie.Dzieci uwielbiaja sie bawic duzymi orzechami jesienia, nie nadazamy ze zbieraniem ich jak leca. Nabralismy sporo checi na takie wiaderko z naszego ogrodka. Moze nakapie zeby starczylo do jednego sniadania? Na zrobienie 1 galonu syropu trzeba 49 galonow soku.


Wlasnie teraz na przedwiosniu jest idealny moment na zbieranie sokow z drzew.


Przedwiosnie jak to cieplo brzmi.



spotkalismy pszczolke! to dopiero oznaka na wiosne :)


Kazdy skosztowal kapiacego soku prosto z kranika, a pozniej ugotowanego syropu a takze cukierkow.

Duzo trzeba ludzkiego mozolu dla przygotowania takiego syropu. Nic dziwnego ze kosztuje jak zloto :)



poniedziałek, 15 lutego 2016

10 lat pisania

Wlasnie skonczylam pisac dzisiejszy wpis, moje oczy znalazly to zdjecie na dole strony..



Tym zdjeciem 10 lat temu zaczelam pisac blog, dokladnie dzisiaj 15 lutego mija ten dzien i ja akurat znalazlam to zdjecie i zobaczylam date 15 February, 2007

Olivia ma na tym zdjeciu 14 miesiecy.

To ta wspaniala osoba zaczela to wszystko, zainspirowala mnie do pisania o tym wszystkim, w checi zatrzymania tych pieknych naszych wspolnych chwil na zawsze.

A oto moj pierwszy wpis... :))

Olivka to wielki usmiech i duze niebieskie oczy. Prawdziwie niebieskie.
Usmiech jak wymalowany. O Olivce bedziemy tu pisac ja mama-Marta i moze tata-Artek tez cos czasami napisze.
Uplynal nam pierwszy wspolny rok. Wszystko bylo: pierwszy usmiech, pierwszy zab, kupy o wszystkich mozliwych kolorach i....zapachach, ale jakos wszystko poszlo zdumiewajaco gladko albo moze teraz tak nam sie wydaje. No, w kazdym badz razie nie bylo sturlania z sofki, jakiegos obfitego ulewania, glosnego ujadania przy wyrzynaniu zebow itp itp przed ktorymi ostrzegaly doswiadczone mamy. No ale Olivka sie rozkreca.......
Teraz ma 14 m-cy. Jest szybka. Nie zdaze posprzatac juz jest balagan. Hm, typowe. Ktos kiedys powiedzial "sprzatac przy dzieciach to jak odsniezac gdy pada snieg" prawda, przestalam sie przejmowac. Fakt, gdy to pisze to staram sie nie patrzec za siebie gdzie naczynia krzycza zeby je wymyc i juz mysle ze jak sie podniose z krzesla to zebym przypadkiem w cos nie wlazla.
Bede pisala! Obiecuje ci Olivko.


Olivia w swoje 10te urodziny ze swoim samodzielnie zrobionym pierwszym tortem.

Stary blog potrzebuje nowy tytul, bo przeciez dolaczyl Piotrus. Moze ktos ma pomysl?
Dzisiejszy ranek zaskoczyl mnie swoja spontanicznoscia, a bylam na niego bardzo przygotowana.

Tato zuzyl wszystko mleko na sniadaniowe kluski z mlekiem, w rezultacie nie bylo mleka do Olivii chrupek.

Olivia chetnie pojechala z tatem do Royal Farms, 5 min od domu, po mleko; jak wrocili ja bylam juz na ogrodku z Piotrusiem.

A czy bylo to wedle mojego planu?

Oczywiscie, ze nie.

Dochodzila 9 rano, wedlug planu ruszalibysmy z nasza poranna rutyna, przy stole z ksiazkami.

Na zewnatrz jest pieknie, pruszy snieg.

Piotrus zobaczyl to biale cudo i z radosci biega po przedpokoju i do gory zadziera nogi co oznacza ze chce isc na dwor TERAZ i chce buty.

Mysle krotka chwile i juz wiem, ze Bog nie wzial pod uwage mojej porannej rutyny jak planowal moj ranek, Piotrek pokazuje mi od czego mam dzisiaj zaczac.

Na dworze, ciagne go w sankach ma super zadowolona mine, ani drgnie.

Jezdzimy tak i rozgladamy sie, jaka fajna jest zima. Pozniej zamieniamy kilka slow z Diane, ktora odsnieza auto; odsniezam kawalek naszego chodnika i schody; slyszymy ptaszki Piotrus rozglada sie za nimi, sypiemy im ziarenka do karmnika, pozniej sprawdzimy jak beda walczyly o swoja kolej przy nim.

Po chwili widac wszedzie nasze slady, tyle zdazylismy juz zrobic a taka mloda godzina.

Ciesze sie moim porankiem z Piotrusiem.

Nikogo nie poganialam, nie spieszylam z naczyniami, nie przejmowalam brudna podloga.

Mijamy sie w drzwiach z Emilem. Bedzie sie bawil tym sniegiem przez godzine sam!

Zastanawiam sie przez moment czy umialabym sama wpisac do kolendarza: Emil 9:30 zabawa na dworze...

Olivia konczy swoje chrupki i siedzi przy komputerze, pracuje nad logiczna zagadka ktora znalazla w programie, znalezionym nie tak dawno przeze mnie w internecie, ktory w formie kalendarza kazdego dnia uczy i przypomina o roznych wydarzeniach.

Rozebrani juz z Piotrkiem zagrzewamy sie razem na kanapie przy jakiejs dzidziusiowej zabawie do ktorej dolacza Olaf, takie zabawy trwaja krotka chwile. Zachecam Olafa do cwiczenia czytania. Olaf czyta strone, przychodzi Piotrus probuje wyrwac mu ksiazke, Olaf sie smieje, wyrywaja sobie ja tak przez chwile jak jakies dwa pieski, w koncu daje mlodszemu inna ksiazke Olafa co ratuje na chwile sytuacje. Piotrek czyta :))) Trzyma ksiazke, buja sie nad nia i mowi a a a a..

Ten ranek mija nam tak spokojnie, moja sterta naszykowanych ksiazek na stole, lezy nieruszona. A mimo to kazdy pochloniety czyms waznym. Spotkala nas jeszcze jedna niespodzianka tego dnia.

Olaf kocha ksiazki. Chcialby, zebym czytala mu wiecej. Bog dal nam idealna wspolne pore na ksiazke a zajal sie wszystkim innym w kolo. Wzielam ksiazke do reki, przypadkowa, nie naszykowana. "Stone Fox" ksiazka z rozdzialami, lezy wypozyczona od tygodni.
Olivia widzi moj wybor i dopinguje z entuzjazmem zachecajac brata. Siadamy, Piotrek zasypia w chuscie, Olaf koloruje, ja zaczynam czytac.

Mijaja minuty, strony, rozdzialy. Olaf wchodzi pod koc, nie chce zebym przerywala. Nic i nikt nam nie przeszkadza, dochodzimy do ostatnich stron, 10 rozdzial, mija godzina albo wiecej czytamy ostatnie zdanie i wlasnie wtedy budzi sie Piotrus :)))
Jestem taka wdzieczna za nam sie udalo.


Przeczytalismy piekna historie chlopca, jego chorego dziadka i psa. Uczymy sie z niej o ludzkiej milosci, psiej przyjazni i zeby sie nigdy nie poddawac. Uczymy sie jak uprawiac ziemniaki i ile trzeba wysilku i pracy w polu. Czytamy ze bez pomocy innych sie nie uda. A na koniec mimo ze troche nam smutno, uczymy sie ze ze zlego dobro przychodzi.


I to jest "zaplanowany" ranek. Musze tylko pozwolic sie prowadzic, bez rozproszen, upierania na swoim, w wierze ze Jezus nas poprowadzi przez dzien :). A jak znowu zbocze z drogi, to on mnie odnajdzie, tak jak zrobil to dzisiaj rano za sprawa Piotrka.





piątek, 12 lutego 2016

Snieg

Snieg nas w pewnym sensie zaskoczyl, bo malo obserwujemy pogode. Tym razem bylo pieknie. Piotrek dzielnie idzie w snieg.


Wreszcie przyszli starsi, chetnie pociagnelam piotrka w sankach w kolko, uniknelam reszty przygotowan do wyjscia :)



snieg sie nawijal na kule, doslownie! tak sie kleil ze balwan powstal nam w 5 minut!


Brudny ten nasz balwan!

Sniegu nie spadlo duzo ;) ale wystarczajaco zeby porzucac sniezkami.


Emil zalapal sie tez na przejazdzke w brata sankach


a pozniej ja wrocilam do domu a wy jeszcze dlugo cos robiliscie, co nie wiem ?? jakas fajna zabawa, jak to emil okreslil "podobalaby ci sie"

W zwiazku z opadami sniegu (jak widac na zdjeciach nie byla to burza sniegowa) szkoly opoznione, wiec mielismy jednego ranka goscinie colleen.


Akurat trafila na faze samolotowa u nas. Wszystko za sprawa ksiazki i Emila ktory ja z biblioteki przyniosl do domu. Skladaliscie fajnych dwa dni z krotkimi przerwami, na testy lotu ;). Wszyscy byli zachwyceni jak oznajmilam ze klasyfikuje sie ta zabawa jako lekcja matematyki!

Olivia z Emilem zrobili tez latawce z reklamowek ktore na prawde lataly!


A dzisiaj to juz science day! Czyli piatek dzien fizyki.




A Olaf dzisiaj ochotniczo myl naczynia bo zmywarka nam wysiadla, poprosil o zamiane pracy z zamiatania na zmywanie.




Zaczal sie post. W srode popielcowa Olivia i ja bylysmy na hiszpanskiej ostatniej tego dnia mszy swietej w naszym kosciele.
Chlopcy poszli na 5:30, sie okazalo ze wyslalam ich na zla godzine:(

Na oknie mamy korone cierniowa, czeka na kwiatki. Kazdy sobie cos postanowil, dla Jezusa. Duzo rozmawialismy, jak wybrac to co chcemy oddac w ten post a jak sie uda wlozymy kwiatek w korone. Moze sie uda, bedziemy sobie wspolnie pomagali.



piątek, 5 lutego 2016

Piotrek


Piotrek ma swoje nowe krzeslo. Swoje to wazne, bo jak sie jest czwartym w rodzinie to nie wiele ma sie swoich wlasnych nowych rzeczy. Posiadal stare drewniane gdzies kiedys nabyte ale bez tacki, a to o ta tacke sie rozchodzi. Bo na tacce mozna zrobic balagan, na przyklad rozsmarowac jogurt, wylac wode, rozsypac cheerios i cwiczyc chwytanie ich mala raczka, z tacki fajnie wszystko leci na podloge a czasami mama da kartke i pisaka..Dzisiaj Piotrek sam jadl jogurt, czesc skonczyla we wlosach, jakby kiedys komus zabraklo zelu do wlosow to jogurt tez dziala.. Na kolacje ryz ....czy pamietacie co sie dzieje z ryzem? ugotowanym ma sie rozumiec, ryz sie klei do raczek i mozna sie nim fajnie pobawic, pozniej kazdy ma gdzies ryz. A jak juz raczka sie nie da to mozna na siebie miseczke z ryzem przechylic i wtedy rodzenstwo wybucha smiechem. Jestes dla nich prawdziwym komendiantem!





Olaf mine zapytal, czy moge sobie wziasc jeden dzien wolnego? Kocham tego chlopaka.





piekne

czwartek, 4 lutego 2016

Tlusty Czwartek


Od czegos trzeba zaczac, niech Tlusty Czwartek bedzie pierwszym rozdzialem po dlugiej przerwie niepisania.
Zajzalam tutaj wczoraj w poszukiwaniu przepisu na faworki z 2010 roku. Co roku przegladam nasze wspomnienia z tego samego powodu.. przepis na faworki.

Przepis znalazlam, faworkow nie bylo :(, byly za to paczki!
Pyszne, leza przy mnie trzy ostatne i kusza!

Byla tez dzisiaj u nas zupa. Ale to byla zupa ! Olaf ja ugotowal, dwa dni mu zeszlo. Ma piekny czerwony kolor wiec nazwal ja Valentine Soup. Mial goscia na ta zupe, kogos kto tez kocha zupy tak jak on, tato wpadl na lunch specjalnie na ta zupe!
Przy okazji zatrzymal sie na chwile i posmazyl z nami paczki!


Palce lizac!