poniedziałek, 15 lutego 2016

Dzisiejszy ranek zaskoczyl mnie swoja spontanicznoscia, a bylam na niego bardzo przygotowana.

Tato zuzyl wszystko mleko na sniadaniowe kluski z mlekiem, w rezultacie nie bylo mleka do Olivii chrupek.

Olivia chetnie pojechala z tatem do Royal Farms, 5 min od domu, po mleko; jak wrocili ja bylam juz na ogrodku z Piotrusiem.

A czy bylo to wedle mojego planu?

Oczywiscie, ze nie.

Dochodzila 9 rano, wedlug planu ruszalibysmy z nasza poranna rutyna, przy stole z ksiazkami.

Na zewnatrz jest pieknie, pruszy snieg.

Piotrus zobaczyl to biale cudo i z radosci biega po przedpokoju i do gory zadziera nogi co oznacza ze chce isc na dwor TERAZ i chce buty.

Mysle krotka chwile i juz wiem, ze Bog nie wzial pod uwage mojej porannej rutyny jak planowal moj ranek, Piotrek pokazuje mi od czego mam dzisiaj zaczac.

Na dworze, ciagne go w sankach ma super zadowolona mine, ani drgnie.

Jezdzimy tak i rozgladamy sie, jaka fajna jest zima. Pozniej zamieniamy kilka slow z Diane, ktora odsnieza auto; odsniezam kawalek naszego chodnika i schody; slyszymy ptaszki Piotrus rozglada sie za nimi, sypiemy im ziarenka do karmnika, pozniej sprawdzimy jak beda walczyly o swoja kolej przy nim.

Po chwili widac wszedzie nasze slady, tyle zdazylismy juz zrobic a taka mloda godzina.

Ciesze sie moim porankiem z Piotrusiem.

Nikogo nie poganialam, nie spieszylam z naczyniami, nie przejmowalam brudna podloga.

Mijamy sie w drzwiach z Emilem. Bedzie sie bawil tym sniegiem przez godzine sam!

Zastanawiam sie przez moment czy umialabym sama wpisac do kolendarza: Emil 9:30 zabawa na dworze...

Olivia konczy swoje chrupki i siedzi przy komputerze, pracuje nad logiczna zagadka ktora znalazla w programie, znalezionym nie tak dawno przeze mnie w internecie, ktory w formie kalendarza kazdego dnia uczy i przypomina o roznych wydarzeniach.

Rozebrani juz z Piotrkiem zagrzewamy sie razem na kanapie przy jakiejs dzidziusiowej zabawie do ktorej dolacza Olaf, takie zabawy trwaja krotka chwile. Zachecam Olafa do cwiczenia czytania. Olaf czyta strone, przychodzi Piotrus probuje wyrwac mu ksiazke, Olaf sie smieje, wyrywaja sobie ja tak przez chwile jak jakies dwa pieski, w koncu daje mlodszemu inna ksiazke Olafa co ratuje na chwile sytuacje. Piotrek czyta :))) Trzyma ksiazke, buja sie nad nia i mowi a a a a..

Ten ranek mija nam tak spokojnie, moja sterta naszykowanych ksiazek na stole, lezy nieruszona. A mimo to kazdy pochloniety czyms waznym. Spotkala nas jeszcze jedna niespodzianka tego dnia.

Olaf kocha ksiazki. Chcialby, zebym czytala mu wiecej. Bog dal nam idealna wspolne pore na ksiazke a zajal sie wszystkim innym w kolo. Wzielam ksiazke do reki, przypadkowa, nie naszykowana. "Stone Fox" ksiazka z rozdzialami, lezy wypozyczona od tygodni.
Olivia widzi moj wybor i dopinguje z entuzjazmem zachecajac brata. Siadamy, Piotrek zasypia w chuscie, Olaf koloruje, ja zaczynam czytac.

Mijaja minuty, strony, rozdzialy. Olaf wchodzi pod koc, nie chce zebym przerywala. Nic i nikt nam nie przeszkadza, dochodzimy do ostatnich stron, 10 rozdzial, mija godzina albo wiecej czytamy ostatnie zdanie i wlasnie wtedy budzi sie Piotrus :)))
Jestem taka wdzieczna za nam sie udalo.


Przeczytalismy piekna historie chlopca, jego chorego dziadka i psa. Uczymy sie z niej o ludzkiej milosci, psiej przyjazni i zeby sie nigdy nie poddawac. Uczymy sie jak uprawiac ziemniaki i ile trzeba wysilku i pracy w polu. Czytamy ze bez pomocy innych sie nie uda. A na koniec mimo ze troche nam smutno, uczymy sie ze ze zlego dobro przychodzi.


I to jest "zaplanowany" ranek. Musze tylko pozwolic sie prowadzic, bez rozproszen, upierania na swoim, w wierze ze Jezus nas poprowadzi przez dzien :). A jak znowu zbocze z drogi, to on mnie odnajdzie, tak jak zrobil to dzisiaj rano za sprawa Piotrka.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz