środa, 30 listopada 2011

Wtorek

I przyszedl ten listopadowy dzien. Dobrze, ze zdazyl, bo juz sie martwilam ze wejdziemy w grudzien w krotkich rekawach...
Olaf odkad "oddal" smoczek nie chce popoludniowych drzemek. Obawialam sie tego troche, bo mialam przerwe jak chlopaki spali. Ale teraz tez jest dobrze, bo Olivia ma Olafa do zabawy a Emil spi.
Wiec, wszystko sie jakos madrze uklada.

To juz drugi dzien o takiej zabawy. Mialam przeczucie ze sceneria szopki da malym glowom wiele pomyslow do zabawy.


Sniezynki, bedziemy zasypani, wiem, Olivia juz ruszyla z produkcja a mnie tez to wciaga

poniedziałek, 28 listopada 2011

Rozpoczal sie Adwent. Wczoraj zrobilam wianek adwentowy, caly z naszych ogrodowych galazek. To nasza pierwsza zima tutaj na nowym, to takie fascynujace patrzec na ogrod jak sie szykuje na zime, jakie zmiany przechodzi. Zawsze musialam kupowac galazki w sklepie, odbieralo to urokowi, teraz mamy nasze.

Amarylis. Posadzilismy w zeszly czwartek, Olivia dzis rano wstala i go podlala, rosnie w oczach. Pamietam jak u mojej babci stal na parapecie w takim malym pokoiku i zawsze nam pokazywala jak zakwitl, chyba nawet nie tylko w swieta...

Zlobek dobrych uczynkow. Za kazdy dobry uczynek kazdy moze polozyc do niego sianka, prosze bardzo jeden dzien i ile w nim juz milosci, do Wigilii bedzie pelny i naszykowany na Jezuska a i nasze serca tez...

Lubie ten okres, tyle wspomnien, tyle tradycji, tyle radosci..

U nas pogoda wiosenna, goracy mamy listopad, mielismy wycinac sniezynki i szykowac kartki swiateczne ale w taka pogode?? Jakos dziwnie ...

niedziela, 27 listopada 2011

Swietujemy urodziny Olafa!

4te!

Olafek urodzin nie chcial.
Tzn. chcial na poczatku i nawet sam zaproponowal ze beda to strazakowe urodziny.
Ale pozniej zmienil zdanie.
Rozumiem, bo tlumow nie lubi a wczesniejsze rozne przyjecia byly u nas duze i glosne..
Zaproponowalam zeby zaprosic tylko jego ulubiona Zosie z NY i jej brata Adama, po namysle sie zgodzil na tak.




Dzien wypelniony zabawa i czekoladkami, smiechem.
Pogoda byl wiosenna wiec duzo zabawy bylo na dworze.
Zadnych lez, zadnych starc.. To byl piekny dzien.
Bardzo tez pracowity dzien bo w prezencie Olaf dostal stol do majsterkowania z calym zestawem narzedzi takich prawdziwych z prawdziwa pila reczna ktora byla rozchwytywana i na dworze powstal warsztat pracy i dobiegaly nas stuki puki i temu podobne.

Tort Olaf chcial z Kabri tak nazywa samochod Lightning Mcqueen. Nie wyszedl na medal ale dzieciom smakowal a przede wszystkim byl piekny bo tato wymalowal ci na nim piekny samochod tak jak chciales!





Dzien wczesniej powiedziales nam ze chcialbys w prezencie dostac tate i mikolajki czekoladowe. Tato specjalnie po te mikolajki dla ciebie pojechal. W pewnym momencie powiedziales mi ze ci sie podoba twoj dzien, ciesze sie i nam wszystkim tez sie podobal.


W bibulkowych kulkach czekaly ukryte skarby, gwizdki, czekoladki..


Wyklejaliscie pozary..







Bardzo fajnym zajeciem bylo tez skladanie prezentu, bylo wielu do pomocy...

Swieta Dziekczynienia

Te Swieta, kilka lat temu jeszcze bez zalozonej rodziny, byly dla nas zupelnie bez znaczenia. Dzisiaj obchodzimy je z wielka radoscia. Nabraly znaczenia, bo przeciez mamy tutaj dom i rodzine a kiedys jak pielgrzymi przyjechalismy tutaj prawie z pustymi rekami. Ledwo sie spakowalismy co prawda, pamietam jak pozna noca w naszym malenkim pokoiku w Londynie, Artek usilowal wypchac nasze torby i nie moglismy sie spakowac a mi sie juz oczy zamykaly. Czy my wtedy wiedzielismy ze jedziemy do Stanow zyc?? Nie. Nie wiedzielismy. Ale bardzo chcielismy sprubowac tej Ameryki. I posmakowala...
A swieto Dziekczynienia, to takie swieto, ktore przypomina o pierwszych imigrantach z Anglii, ktorzy w poszukiwaniu nowego zycia trafili tutaj wlasnie. Stad moje wspomnienie naszego przyjazdu.
Olivii, historia pielgrzymow spodobala sie na tyle ze chetnie nosila w dniu swieta przygotowany przeze mnie czepek zrobiony na wzor tego co nosily dziewczynki w tamtych czasach. Chlopakom uszylam czapki i byly takie wygodnie i mieciutkie, ze po chwili zapominali ze je maja na glowach.

Tego roku, swietowalismy podwojnie bo najpierw poszlismy na uroczysty lunch do sasiadow - Claudii i Eric'a i bylo bardzo elegancko i przyjemnie. Fajnie mamy z tym plotem, bo moglam pojsc w trakcie do domu polozyc na drzemke Emila i Olaf mogl sobie kursowac od domu do domu bo w naszym domu byli juz bardzo wazni goscie z NY, ktorych Olaf nie chcial za bardzo zostawic.. Olivia w czepku i fartuszku przez caly czas wygladala bardzo swiatecznie.

A pozniej u nas. Bardzo lubie przygotowania do dziekczynnej kolacji, bo wszystko jest takie latwe i nie wymaga duzo wysilku. Oczywiscie byl indyk. Organic! Mialam przykazane od meza wrocic z malym i tanim i nie organic bo drogo, wrocilam z malym tanim i organic bo byly na przecenie! Przy okazji pochwale sie ze zakupy swiateczne zrobilam w pol godziny! Wiec byl indyk, i farsz i kalafior zapiekany z parmezanem i bulka tarta i brukselka i ziemniaki i zurawina i fasola i kompocik ..
A na poczatku kolacji kazdy zjadl po drozdzowym rogaliku w ktorych byly ukryte karteczki z zapisanym tym za co jestesmy wdzieczni. Bardzo chcialam zaczac jakas tradycje, jako ze to nasz debiut i ten pomysl bardzo nam sie spodobal. A wdzieczni bylismy za traktor, przyjaciol, za pokoj na ziemi, arbuzy, bum bum, inni za to ze tu sa, ze sa mama albo za caloksztalt.




niedziela, 20 listopada 2011

Olaf bez smoczka noc druga!



Cala akcja trwa juz dobry drugi tydzien. Dobrze ze wrozki wkroczyly do akcji. Dobrze, ze tata zna sie na wrozkach. Wrozka smoczuszka, podrzucila pudelko od auta ktore ma dla Olafa jak odda jej smoczek. Pudelko, dlugo sie poniewieralo po domu. A Olaf smoczka dalej chcial. Pozniej ktoregos popoludnia smoczek sie gdzies zapodzial, tak ze i ja zaczelam wierzyc ze to wrozki robota. No i sie nie odnalazl. A Olaf mowil, ze w nocy poczul wiatr jak zabiera mu smoczek... bardzo mozliwe...
A wtedy po tej bezsmoczkowej nocy przyszedles do nas z dumna ale gorzka mina (taka przedszkolna) i wszyscy sie bardzo cieszylismy z twojego sukcesu i wydawalo nam sie , ze teraz to ta wrozka musiala juz cos dla ciebie zostawic i poszliscie szukac i Emil znalazl auto i trzeba bylo mu je wyrwac z reki..oj biedny Emil nie rozumial ze to od wrozki dla brata.

A Olaf ma nowe auto i pyta dalej o smoczka i przez chwile jest smutna mina ale po chwili zasypia i juz jest dobrze.

Bardzo dziekujemy siostrze Olivii, ktora zna sie na wrozkach i bardzo uczestniczyla w calej akcji i bardzo brata wspierala.

Ta wrozka to jakas bardzo nowoczesna bo przyslala tacie email w sprawie Olafa i zdjecia aut,,, co za czasy.

Potty talk - nocnikowe rozmowki?

Bardzo u nas smiesznie. A to za sprawa kilku slow ktore wywoluja glosny rechot u moich dzieci.
Chodzi o slowa kupa, kibel i dupa. Czyli wszystko w jednym temacie. Najlepsze sa zarty z uzyciem wymienionych. Olaf spiewal dzisiaj tacie do kolacji piosenke w bardzo ladnej tonacji ale brakowalo mu slow wiec brzmiala ona tak " kibel, kibel ,kibel, kibel .." A chwilke pozniej Olivia powiedziala zeby sobie zalozyl kupe na glowe. Ogolnie kupa na glowie jest bardzo popularna i jedna z ulubionych. "Zjedz moja pupe" uslyszalam ja od Olivii i towarzyszyl temu wybuch smiechu.
Smierdzaca sprawa.

piątek, 18 listopada 2011


Praca zbiorowa nad naszym wianuszkiem przyniosla wiele wspomnien, mi autorce tego posta.
Przypomnialy mi sie kieszenie ciezkie od jesiennych skarbow, kasztany ktorych tu jeszcze nie znalazlam, babcia pokazywala wam je przez skype i biegliscie do ekranu zeby je zobaczyc. Dziadek stanal na szczycie zadania i pakuje znalezione prosto z Londynu do koperty specjalnie dla was. Piekna ta Polska jesien byla ale zimna i krotka, czy dobrze pamietam? U nas jeszcze jest, szelesci pod butami i zachwyca kolorami. Mielismy nawet troche cieplejszych dni ostatnio.

Na osiedlowym placu zabaw, mamy strumien. W cieple dni zabieramy kalosze, wiaderka, szpadle i bawicie sie ta woda. Dzisiaj spadlo tyle lisci ze az zrobily tame i trzeba bylo im troche pomoc co okazalo sie swietna zabawa. Zrobilo sie tak ladnie, widzielismy jak spadaly liscie prosto do wody i odplywaly albo zatrzymywaly sie na kamieniach. Przydal sie nam wierszyk z naszych porannych koleczek.

"Leci listek leci
na staw w parku opadl
i plynie i plynie jak lodeczka zlota
i plynie i plynie jak lodeczka zlota




mozna sie zapatrzyc, zawsze sie zatrzymujecie na tym mostku zeby koniecznie spojrzec na dol, ciekawe czy pamietacie jak bawiliscie sie tam z babcia latem, jak wszystko wygladalo tu wtedy inaczej.


a dzisiaj powrzucac liscie





a pozniej przyszla pora na hustanie


A na koniec piekny wiersz, jeszcze jedno wspomnienie dziecinstwa. Pamietam go, chyba ze szkoly?
Kilka porannych jesiennych koleczek i znacie go tez. Olivia deklamuje go slicznie, trudny do wymowy bo tyle w nim szeleszczacych slow. Ale zna caly i poprawia mnie jak cos przekrece albo zapomne. Olaf, wiem ze ty tez go znasz, ale jeszcze go nam nie powiesz:)

"Jesienia" Maria Konopnicka.

Jesienia, jesienia
Sady sie rumienia.
Czerwone jabluszka
Pomiedzy zielenia.

Czerwone jabluszka,
Zlociste gruszeczki
Swieca sie jak gwiazdy
Pomiedzy listeczki.

Pojde ja sie, pojde
Poklonic jabloni,
Moze mi jabluszko
W czapeczke uroni!

Pojde ja do gruszy,
Nastawie fartuszka
Moze w niego spadnie
Jaka sliczna gruszka!

Jesienia, jesienia
Sady sie rumienia;
Czerwone jabluszka
Pomiedzy zielenia.

czwartek, 10 listopada 2011

Skrzypce

Rozbrzmiewaja nam w domu kazdego dnia.
Mamy w domu, pozyczone.
Olivia uczy sie na nich grac.
Kazdego dnia (z malymi wyjatkami), rzetelnie cwiczy i musze jej przyznac ze ma zapal do tego i niespodziewalam sie u niej takiego zaciecia. Bo rzecz to jest nielatwa. Wiem, bo sama bralam udzial w kilku pierwszych lekcjach, jako obserwator i ...nie zalapalam nic.
Olivia za to, swietnie sobie radzi z rozpoznawaniem nut, z odczytywaniem ich, z zapisywaniem.
Dla mnie nuty, ciemna magia...Pamietam jak w szkole nauczyciel muzyki wyklaskiwal nuty a klasa miala zapisac w nutach to co on wyklaskal, to bylo dla mnie jak jezyk obcy.

Kazdego dnia po lanchu, Olivia cwiczy. I widze, ze naprawde jej sie to podoba



I widze, jak cieszy ja ten caly rytual wyciagania ich z pokrowca, ustawiania zeszytu cwiczen.

Jeszcze nigdy nie uslyszalam od niej kaprysu, ze nie chce jej sie albo ze nie fajnie bo nie wychodzi. Zawsze biegnie do nich z radoscia i cwiczy i cwiczy.

A zaczelo sie od tego ze sasiadka Luiza i jej siostra Sophie graja i Olivia przybiegla kiedys zafascynowana ze ona tez chce. A ja mialam watpliwosci, ze za wczesnie, ze za trudne.. a tu prosze poki co czysta przyjemnosc. Teraz dopinguje ja bardzo, bo widze jak zaczyna wychodzic jej to lepiej i lepiej. A Emil bije brawo i wola "gagooo!!"

Ksiazka o koparce przerobiona

A wy dalej chcecie ja czytac.
Najbardziej bedziemy pamietac jak uczylismy sie rysowac koparke i teraz juz wiemy i teraz nie jest to wcale trudne. Jak zrobilismy w piachu nasz wlasny Kanal Panamski. A to, ze jak sie o cos dba to bedzie sie to mialo dlugo - tak jak Mike Mulligan, slyszycie od mamy no ile razy dziennie? Na pewno zapamietcie ciasto z wykopem na fundamenty z koparka w srodku, ktore w rzeczywistosci to nie smakowalo najlepiej. To znaczy ja bede pamietala bo sie nakopalam przy tym wykopie. A z moich ulubionych chwil to przesluchiwanie ksiazki z plyty, na ktorej znana nam prawie na pamiec tresc ksiazki jest akompaniowana muzyka orkiestry filharmonii. Mysle ze wy tez polubiliscie te chwile. A piosenke o tytulowym bohaterze zna chyba i Emil na pamiec.

wtorek, 8 listopada 2011

Olivia na Olafa traktorze, w gumowcach i tiarze.

Taka chwila a aparat zepsuty, aj..

piątek, 4 listopada 2011

Mialo byc drzewo..a powstal nam caly las

Przerabiamy w tym tygodniu i bedzie to juz tydzien drugi ksiazke o koparce Mary Ann i o jej najlepszym przyjacielu Mike Mulligan. Bardzo ja tu wszycy polubili. Dzisiaj przygladalismy sie ilustracjom drzew i sami probowalismy je rysowac na taki sam sposob. Zajrzelismy tez do innych tytulow w tym celu i zrobila sie fajna zabawa. Bo z jednego drzewa zrobil sie nam las. Olivia trafnie zauwazyla ze wierzby placzace w lesie nie rosna ;). A ja szczegolnie chwale jej chmurke dmuchajaca wiatrem i hajkera (wedrowca?) a nad nim leci ptak i zaraz zrobi mu kupe na kapelusz.
Wyszedl nam piekny obraz na nasza smutna gola sciane w naszym nie pomalowanym pokoju - jeszcze!
A pozniej pracowalysmy nad drzewami z papierowych torebek do naszego kacika przyrodniczego. I zastanawiam sie skad ludzie maja takie genialne pomysly, bo ja go wzielam od innych genialnych glow ze strony wee falk art gdzie zawsze cos znajde... genialnego :)





a tutaj zdjecie obrazu jak sie okazale prezentuje na scianie a przy stole bardzo zapracowany kolorowaniem dzisiaj Olaf.




Ps. arkusz papieru na obraz chojnie ofiarowany przez bardzo lubianego Pinoceta, dziekujemy i prosimy i wiecej.