środa, 20 czerwca 2012

Miedzynarodowy Dzien Blota

Byl albo bedzie, jakos tak na koniec czerwca wypada. A u nas obchodzilismy dzisiaj ;)











o kilku trafionych daniach



Ta zupa to rodzinny wyczyn od poczatku do konca.
Najpierw wszystko bylo posadzone i roslo i roslo.
A teraz zbieramy i powstala zupa. Kto by pomyslal ze z ziemniakow, marchewki i groszkow powstanie nam taka pyszna zupa. Bez miesa! Na koniec dodalam sol i cukier i lyzke masla. Dzieci musza miec smietane w zupie, to taki argument zeby dostac smietane bo czasami mogloby sie obyc bez ;)
tyle milosci w tej zupie plywa, Olaf i Emil byli odpowiedzialni za wymycie warzyw, szlaufem na ogrodzie, a ile podjadania co chwila znikala jakas marchewka wymyta..

A tutaj to juz czyste szalenstwo
czyli pierogi ale nie zwykle bo z...


truskawkami



a na koniec iced tea, koniecznie szczegolnie w taki dzien jak dzisiejszy ..



do zaparzonej bezkofeinowej dodalismy wycisniety sok z pomaranczy i sok z cytryny i lyzke miodu i wkroilismy truskawki, rosnie nam mieta w doniczce ale sie nie odwazylam, moze jutro?

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Dzien taty

No niewypadalo zeby w swoje swieto sie "zrywal" i nalesniki dla nas robil.
Zart, tato sie nie zrywa z lozka, nie w niedziele ;).
Ale swiateczne bylo to ze ja go z lozka nie musialam spychac.
Za to ja zrobilam mu to co on lubi na sniadanie czyli jajecznice z boczkiem i cebulka.
Nawet sie Emil dolaczyl.

A jak juz sie obudzil po takim sniadanku to i gofry w ekspresowym tempie zrobil i jeszcze nawet do Kosciola na 9 z dwojka dzieci zdazyl, to dopiero super tato!

A po kosciele zabralismy go na lody bo nas dzien wczesniej zaprosil to znaczy siebie zaprosil. Ach jakie to byly pyszne lody.

A po lodach pojechalismy na cos bardzo fajnego. Cos co Baltimore nam sprezentowalo czyli pokazy Blue Angels i to sie wszystkim tak podobalo ze nie wiem komu bardziej!

Mielismy dylemat czy pojechac do centrum miasta zeby obejrzec pokazy w powietrzu czy na ltnisko skad wystartowali?? Zniechecil nas tlum wyczekujacych w Baltimore wiec stanelo na lotnisku. A tam samoloty wojskowe przerozne i helikoptery i piloci i pilotka!

Mielismy super miejsca bo przy samym pasie gdzie sie do startowania szykowali, moglismy sobie popatrzec jak sie ubieraja, wspinaja do kabiny, drabinke zwijaja



a pozniej jeden wlaczyl silniki i zrobilo sie glosno...



a bylo ich 5 albo 6 i jak wszyscy wlaczyli silniki to dopiero zrobilo sie glosno!!!





a tak w takim huku stalismy z 20 minut, bo tak chyba trzeba a jak juz byli gotowi i zaczeli kolo nas jechac to jak nam zawialo goracym powietrzem prawda z tych silnikow to poczulismy o co chodzi.











A pozniej wreszcie wyczekiwane Blue Angels, ktore ja uparcie zwe Blue Eagels jakos sie mnie uczepilo. I ktore to poczatkowo spotkalismy na naszym ostatnim wypadzie do Baltimore jak nam nisko nad glowami przelecieli. Olivia od razu poznala ze to Blue Angels a ja nawet nie wiedzialam kto to sa te samoloty.

Ale na lotnisku juz wiedzialam duzo bo po naszym przeletowym spotkaniu chcielismy sie dowiedziec czegos wiecej. Wiec jest ich szesc i tworza zespol akrobacyjny Marynarki Stanow Zjednoczonych.





i odlecieli w charakterystycznym diamencie i pozostale dwa za nimi i tyle ich bylo widac



i tato zaczepil pilota i Olaf dal mu czesc





a tu zaloga



Olivia cos ma z tym lataniem




A po powrocie relaks na ogrodzie. Chlopcy zasneli w aucie nie moglismy ich dobudzic, wyjeci z auta dalej spali w najlepsze na naszych kolanach. A jak juz wstali to pojechalismy na zakonczenie do Bertuccis na najlepsza pizze ever!


Pytalam dzieci tatowe zagadki np ile tata ma lat wiec sie dowiedzialy bo nie wiedzialy,
i z innych ciekawych to o czym zapomina? o kanapkach do pracy prawda.










Z serii wycieczki do Baltimore

Tym razem do Petterson Park. Znowu bez auta. W to samo miejsce normalnie samochodem jedziemy 15 minut. Dzisiaj kolejka i autobusem miejskim poltora godziny. Bardzo jestesmy z siebie dumni.



Olivia i Kira



Bardzo sie dzieki nam kaczki ciastkami objadly.





POjechalismy do tego wlasnie parku w pogoni za stawem. To byla nasza zalegla wiosenna wycieczka. Bo mielismy bardzo fajne zadanie do zrobienia. Czytajac rozne piekne ksiazki o stawach, bardzo czesto powtarzaly sie charakterystyczne dla takich miejsc owady, zyjatka i roslinki. Zadanie bylo takie, zeby znalezc to co na obrazkach na naszej wycieczce i tak tez bylo! Znalezlismy nenufary, water striders - to takie fajne owady co skacza po wodzie jak na nartach wodnych i sie niezatapiaja, palki - czyli cat tails, ale najwieksza niespodzianka byl Redwinged Blackbird ktorego niespodziewalismy sie spotkac to taki piekny czarny ptaszek z mocno czerwonymi skrzydelkami.




Pozniej w domu sprawdzalismy jak nazywa sie po polsku i bardzo sobie zartowalismy ze nikt pewnie nie wiedzialby o jakim ptaszku my mowimy no bo kto zna Epoletnika krasnoskrzydlego?? no kto? Staram sie zawsze zachecic Olivie zeby po takim spacerze cos z niego narysowala, nie bardzo lubi takie zadania, a to taki ladny wstep do opowiadania i pisania kiedys. Wpadlam na pomysl ze ja tez cos narysuje i sie wymienimy rysunkami, ale sie smialysmy jak sie okazalo ze narysowalysmy tego samego ptaszka.

Bardzo udany spacer. Bardzo jestescie twardzi na takich wypadach. Bedzie wiecej.



Czerwiec na polmetku

Udalo nam sie wyjechac nad rzeke, coraz lepiej jestesmy na nia przygotowani, tym razem z taczka i krzeslami





Olivia uratowala motyla z wody



Zakonczyl sie tez Olivii rok gimnastyki na Rebounders, byl piknik na basenie i uroczyste rozdanie pucharow. Stawilismy sie wszyscy, nawet tato urwal sie z pracy z tej okazji!



Dla Olivii ten puchar to bardzo wazna sprawa, na dodatek rozowy tak jak marzyla!
Gdy uniosla go tak dumnie do gory dostala za to nie zly aplauz!



Emil bil brawo dla kazdego, to krzeselko wymuszone na nas wielkim placzem naprawde mu sie przydalo, czasami trzeba im przyznac racje ;)







Byl tez koncert skrzypiec, maly, lokalny w kosciolku. Graly wszystkie dzieci z pod skrzypiec Ms. Carmen. Olivia grala Twinkle Twinkle, bardzo cwiczyla. Nie bylo to jej najlepsze granie i zatrzymala sie i patrzyla na pania nie bardzo wiedzac co robic dalej ale po chwili kontynuowala i zagrala do konca i tutaj za to naleza jej sie oklaski.









środa, 13 czerwca 2012

Salatka wspomnien

Pamietam taka salatke. Ogrodowa, ktora przynosi wspomnienie lata i tych z ktorymi ja robilam i jadlam. Pomidor z foliaka, ogorek malosolny, cebulka, rzodkiewka wszystko z ogrodka na to wszystko sol i pieprz. Cale lato niemalze kazdego ranka trzeba bylo sie przejsc do foliaka po pomidory a reszte warzyw wlasnorecznie trzeba bylo wygrzebac z ziemi. Pamietam, czasami ja, czasami Marcin. Rano jeszcze chlodno, rosa na trawie, Argos biegal i przeszkadzal. Bardzo czesto sie nie chcialo, a teraz takie mile wspomnienie, dzieki mamo. Marcina to pamietam jak ja kroil, cieniutko. A najlepszy byl ten sok, jak sie wszystko przezarlo jak to mama mowi. Spijalam go z talerza na koniec.
Do tego buleczka albo rogalik z bialym serem, musial byc swiezy bo inaczej biada sprzedajacemu oj biada, nie raz pamietam jak mama z serem biegla z powrotem.
Pozniej jak nas widzieli rano w sklepie to wiedzieli ze nam starego sera dac nie mozna.





A jak juz mi sie tak na wspomnienia zebralo to Olaf mi dzisiaj kogos bardzo przypominal.









no kogo?
Ci co go znaja dobrze wiedza o kim mowie, mojego brata Marcina.
Pasjonata zolnierzykowego. Pamietam nawet takie jedno zdjecie podobne do tego pierwszego Olafa. Zolnierze byly wszedzie, pamietam jak mi je podkladal wszedzie albo strzelal we mnie z ukrycia. Pamietam jak czasami chcial zebym sie z nim bawila, wtedy to czulam sie super wazna.

To Olafa pierwsza armia, za 1$! Opowiadalam mu o wujku i o jego kolekcji. Denerwowal sie ze te lezace nie chca stac, wiec mu zademonstrowalam ze oni sie czolgaja, podobalo mu sie.

Bardzo mi sie za bratem zatesknilo, nie dlugo ma urodziny, najlepszego brat!









Zgadnijcie co dzisiaj robilismy?






czekoladowe playdough!

zapach czekolady kreci nam w nosach i brzuchach i tak bardzo kusi!

Bardzo fajnie bylo nad nim pracowac.

Najpierw woda, samo wlewanie wody podobalo sie wam wystarczajaco byla taka fajna cieplutka zapraszala do pluskania lapkami



teraz maka



mieszanie, Emilowi krecila sie miska to dopiero byla zabawa. przypomnial nam sie tez nasz wierszyk o zupie ktory swietnie przypasowal

mama zupe gotowala
w wielkim garnku ja mieszala
przyprawiala, smakowala
przyprawiala, smakowala
do talerza ci nalala



teraz kakao! tutaj was zaskoczylam, mama dala kakao do zabawy!
czy prubowaliscie jasne! to bylo zaskoczenie, jak to kakao nieslodkie!




ale zapach, ale kusi ..



teraz sol, sol och sol fajnie by bylo miec piaskownice - solownice pelna soli tak fajnie sie sypie, mozna na nia patrzec i sluchac bez konca, bo slychac ja jak sie sypia Olafowi sie podobalo, Emil nie chcial przestac..



"ciekawe jak tam Olivii jest na basenie?" glosno pomyslal Olaf. Olivia nieobecna pojechala z Coleen na basen, ach wakacje!



a tutaj juz czysta zabawa, powstaly czekoladowe babeczki, Emil poprostu kroil, i byly "pieczone" i "zjadane" i 100 lat odspiewane













Tyle smakowania, maka, sol, kakao a jak gotowalam wszystko razem zapach nioslo po calym domu. Oj chyba sie wezme za prawdziwe babeczki.

przepis na playdough CZEKOLADOWE:

2 cups wody
1 1/2 cups maki
1/2 cup kakao
1 cup soli
2 tbsp oleju
1 1/2 tbsp cream of tartar

wszystko ugotowac i mieszac az zgestnieje.