Sobotni wieczor, Olaf i ja siedzimy na schodach domu, wyluskujemy groszki. Mowimy malo, zmeczeni, pochlonieci nasza praca
" lubie tak z toba tu siedziec " mowi do mnie Olaf
" ja tez " odpowiadam i za chwile ide po aparat zeby uwiecznic ten moment na zawsze. Wracam i Olaf do aparatu robi groszkowy usmiech, sam spontanicznie
a nastepny jest smutny Olaf
" to byl dobry dzien " mowi na koniec a ja czuje sie jakby udalo mi sie cos osiagnac nad czym pracowalam z wszystkich sil.
Te groszki sa idealne pod kazdym wzgledem, slodkie, kragle, idealnie zielone.
Razem je posadzilismy i przez wiele tygodni wkladalismy nasze starania zeby wyrosly.
Byly chwasty i slimaki i byly dni bez wody. Mimo to wyrosly.
To co powiedzial Olaf smakowalo jak garsc slodkiego groszku. I poczulam sie tez dumna ze taki maly chlopiec potrafi dostrzec piekno takiej chwili i to jakie to jest wazne zeby to glosno powiedziec.
A dzien byl dobry bo :
byly mufinki na sniadanie
wybralismy sie nad rzeke
a najpierw do Dollar Tree po lopaty i cukierki
poszliscie na spacer z tatem, przed siebie i z powrotem
jedlismy groszki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz