niedziela, 13 lutego 2011

W zoo, goscie i walentynkowe przygotowania

Tato rzucil pomyslem zoo. Jak to przeciez zamkniete przez zime - mysle i szybko sprawdzam i okazuje sie ze przez ten weekend jest wyjatkowo otwarte. Pewnie ze do zoo!
W zoo z nami jest garstka ludzi na tyle malo ze zapamietujemy twarze i pod koniec prawie sie znamy ;). Mimo zimnej pogody udaje nam sie spotkac dzikie koty, ktore zawsze leza bo jest im goraco gdy je odwiedzamy, dzisiaj skacza po skalach, rycza i sycza i bardzo nam sie przygladaja a my im. Oczywiscie spotykamy niedzwiedzie polarne z ktorymi jest pani treserka i podziwiamy jak misiek staje na przednich lapach i lapie ryby. Byl tez bocian, ktoremu strasznie trzesly sie nogi. Dzieciom bardzo podobaly sie zolwie, ktorym moglismy sie bardzo dokladnie przyjrzec bo plywaly przy samej szybie. Malpy sie pochowaly, odwiedzilismy zyrafy, smiesznego okapi i pingwiny - ktore zawsze stoja w tym samym miejscu.
Tato jak przeliczyl koszt dzisiejszej wyprawy, szybko kupil nam karte wstepu na caly rok Jej!!!

Rano na sniadaniu mielismy gosci. Daniel, Moli i dzieci, przyjechali do swojej rodziny z Polnocnej Karoliny. Niegdys mieszkali w Baltimore, kiedys tato pracowal z Danielem. Zawsze jak przyjezdzaja na kilka dni to wpadaja do nas na sniadanie. Ostatnio byli ubieglego lata, gdy powiedzialam Olivii ze przyjezdzaja goscie na sniadanie bardzo sie ucieszyla i poprosila o odswietne ubranie, jak powiedzialam kto przyjezdza okazalo sie ze pamieta ich bardzo dobrze, co wiecej pamieta ze Sophie miala na sobie fioletowa koszulke i bardzo lubi "fruit snack" (zelki):)
To byl intensywny poranek, goscie o 8 rano, ale fajnie tak wczesnie zaczac, tata robil sniadanie, popijalismy kawke, dzieci sie bawily. A na sniadanie mafiny i gofry i trzeba przyznac ze mafiny tacie wychodza co raz lepsze dzisiaj bananowo-jagodowe z czekoladkami! Milo bylo ich spotkac, umowilismy sie na lato na kamping do Polnocnej Karoliny!

Pozniej zrobilismy serce, nasze rodzinne walentynkowe, pelne slodyczy.




Trzeba tez bylo skonczyc przedszkolne walentynki. Oliwka robila pieczatki z gabki w ksztalcie serce zanurzanej w czerwonej farbie a pozniej sie podpisala.



Wieczorem wracajac z Target, bo trzeba bylo dokupic walentynkowych upominkow do przedszkola, bo mama zupelnie zle wszystko policzyla; gdy juz bylam pod samym domem, nagle sobie cos waznego przypomnialam i zawrocilam i do domu wrocilam z tym:

Beda zachwyceni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz