wtorek, 1 marca 2011

Weekendowy wyjazd bez taty

Tak sie stalo, ze tata mial bardzo zapracowany weekend, a weekend bez taty to co to za weekend, wyjechalismy wiec z wizyta do rodziny Barrych do Waszyngtonu. Nie latwo sie spakowac i zaniesc wszystkich i wszystko do auta, ale w koncu wyruszylismy w droge. Droga gdy jade sama zawsze wydaje sie dluga. Emil zasypia, rodzenstwo oglada Myszke Miki. Dawno sie nie widzielismy, ostatnio na urodziny Emilka.

Dzieci sie ciesza, dziewczyny graja w gry (ach ta Zosia! caly czas wygrywa! Olivia zalamuje ramiona) sa tez zabawy na ogrodku w piachu, Emil pierwszy raz bawi sie w piachu i jest w nim caly. Najlepsze z calego dnia to chyba wspolne kapanie, Emil zaczyna solo ale szybko dolaczaja Ania, Olivia, Zosia i Olaf.. tak tak wszyscy sie mieszcza, Emil rezygnuje.
Emil nie u siebie, ciezko sobie radzi z dzemkami i w ogole beze mnie slabo sobie radzi. Usypiam go w wozku, w nocy spimy wszyscy razem na jednym lozku, Olivia i Olaf na jednym koncu a ja i Emil z drugiej strony. Mamy juz wprawe w ukladaniu nog tak zeby innym nie przeszkadzac, w domu kazdego ranka budzimy sie rodzinnie :)
Niedziela jest piekna! Znajdujemy w ogrodku wiosne. Pozniej na spacerze widac ja wszedzie, gniazdo na drzewie, przebisniegi, forsycja. Olaf i Danny zabieraja sie za grabienie lisci i zbieranie patykow, Olaf szczesliwy pomaga co wiecej pogania Dannego do pracy, dziewczyny bawia sie sterta lisci.





Milo sie bylo spotkac. Nie dlugo bedzie trzeba wrocic bo zostawilam nie zla ilosc bagazu i to jakiego bagazu! Zostala Olivii kortka zimowa, Olafa kask i kurtka strazacka :(, Olivii ulubiona pizama..
Przyworze nas do domu w niedzielne popoludnie w stanie o takim: