A szkoda. Bo bylo najlepiej. Bo bylo zimno. I trzeba bylo sie kocem okryc przy ognisku. I rekawy naciagnac. I herbata lepiej smakowala a jak szybko stygla. Ognisko bylo najwazniejsze. Olaf patrzyl jak stalam przy nim z wyciagnietymi rekami zeby sie zagrzac i dziwil sie i martwil ze sie poparze ale pokazalam mu jak fajnie i uwierzyl.
Jeszcze w piatek rano zupelnie nie myslalam ze taki wspanialy weekend nam sie szykuje. Ale pomysl nie opuszczal mojej glowy, telefon do taty, namawiac go nie musialam...
Balismy sie tego zimna. Zupelnie niepotrzebnie.
A w nocy trzeba bylo sie ubrac w cieple i mocno przytulic.
A ksiezyc w zimna noc wyglada pieknie, jakby sie chmurami pookrywal. I mgla.
I bylo pieknie jesiennie. Slychac bylo jak wokol zoledzie lecialy z drzew.
Zoledzie zoledzie pelno ich wszedzie, powtarzalismy wypelniajac nimi kieszenie, kubeczki. Tyle z nimi zabawy. Emilowi podobalo sie zbieranie ich do blaszanego kubka i przesypywanie na talerz, gotowanie z zoledziami, rzucanie zoledziami a jak lecialy z gorki to Emil wolal ze skacza i ma racje! I powstala zabawa. Najpierw trzeba bylo napelnic kieszenie, pozniej wejsc na gore drogi i odbijac zoledzie o ziemie, tak smiesznie skakaly i zmienialy kierunek..:)
Olivia nam urosla bardzo. Do tego nauczyla sie jezdzic na rowerze. Tzn tato ja nauczyl.
Jezdzila az jej wiatr w uszach swiszczal a tam same gorki, nie moglismy patrzec jak szybko jezdzila! Sama do ubikacji, sama do kolegow. Kolegow mamy super. Poznalismy ich na poprzednim wyjezdzie pod namiot. Okazalo sie ze tez robia homeschooling. A w ta sobote byly jednego z nich urodziny. Wiec byl tort i babeczki i lody! Tak! Camping z tortem babeczkami i lodami! Tego jeszcze nie bylo. Olivia praktycznie spedzala czas u nich na polu, zaraz kolo nich jest polana i hustawki i jeszcze jakies dzieci :)
Olaf zasmucil sie wiadomoscia o powrocie do domu. On kocha takie wyjazdy. Przez caly dzien rabal drzewo, powaznie. Z przerwami na rower. Olaf kocha prace. Olaf kocha patrzec na ludzi przy pracy.
Emil caly czas czyms zajety. Na glowie mial prawie caly czas kask, bo duzo jezdzil albo nie chcial go sciagac.
Fajnie bylo.
wyskoczyli tez z Olafem w las po troche drzewa
tata nam gotowal, coraz lepsza mamy biwakowa kuchnie
robil sie wieczor
a Olaf dalej pracowal ciezko



