Spalismy w caboose i to byla najwieksza radosc.
tutaj przed naszym caboose w ktorym spedzilismy noc
a na drugi dzien wycieczka pociagiem i to nie byle jakim, wszyscy nie mogli sie doczekac
lokomotywa byla widowiskowa! olbrzymia, ciezka, sapiaca, syczaca, buchala, dymila... nie moglismy od niej odejsc!
poprosilismy od palacza o kawalek wegla na pamiatke :)
A dalej byla przejazdzka, tata pozwalal sie wychylac!
I bylo troche jak w tej pieknej piosence Marylii Rodowicz.
Bez bagazu, przed siebie, patrzylismy jak wszystko zostaje w tyle..
A w tyle na parkingu zostal samochod, ktory nam sie zupelnie zepsul i ledwo zipal i resztkami sil dowiozl nas do domu. Ale nie zepsulo nam to wycieczki.
Oprocz wycieczki pociagiem, zwiedzilismy muzeum kolei, bylismy na pysznych lodach i podziwialismy uroki Pennsylvanii ktora jest bardzo swojska. Dzieciom podobaly sie bryczki ktorymi jezdza tutaj Amisze, piekne pola kukurydzy i tory po ktorych mozna bylo sobie pochodzic.