Wiosna sadzilismy ziarenka slonecznika. Pozniej dlugo staly na werandowym parapecie podlewane czasami a czasami nie, czasami bylo im cieplo a czasami nie. Wiedly zapomniane i podnosily na nowo. Wczesna wiosna przesadzone, niektore padly a niektore przez szkodniki zjedzone. Wyrosly nam dwa silne duze kwiaty. Dzisiaj przyszla pora na jednego z nich i jakie bylo zainteresowanie!
Byl wachany, dotykany, glaskany. I w koncu luskany.
Najpierw tak fajnie grupowo, oj dlugo przy nim siedzialy dziewczyny (Olivia, Colleen i Luisa) ale pozniej klucily sie o niego jak ptaki i powstal
" zgielk o taki:....ja cwierc! ty cwierc!
....Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
....Nie dasz mi? Takis ty? Wstydz sie, wstydz sie!
I wszystkie ptaki zaczely bic sie.
Przyfrunela ptasia policja
I tak sie skonczyla ta lesna audycja."
Kazdy zostal wyslany z cwiartka, trzeba bylo go rozlamac...
Kilka lat probowalam posadzic slonecznik zawsze cos mi go zjadlo zanim wyrosl, przez to ucieszyl mnie tak bardzo.
