środa, 24 sierpnia 2011

Pod namioty

Pod namioty chcialo nam sie od dawna. Wreszcie udalo nam sie zorganizowac razem z goscmi z NY i nawet udalo nam sie namowic rodzine Barrych. Pojechalismy do naszego ulubionego Gifford Pinchot w Pennsylvanii. Blisko. Im blizej celu bylismy tym ciemniejsze chmury nadciagaly nad nami. Zaczelo sie od burzy i sporego deszczu, szczescie nasze byl to krotki deszcz, przez dzieci nasze przeczekany w aucie z bajka. Gdy juz padac przestalo tatusie zabrali sie do rozbijania namiotow reszta poszla przywitac sie z jeziorem. Co nie ktorzy witali sie w pelnej euforii rzucajac sie na wode (Emil) wiec trzeba bylo sie szybko porzegnac i wrocic na pole. Olaf i siostra szybko do nas dolaczyli podobnie mokrzy. Olaf mial na sobie swoj ulubiony zolty plaszcz strazacki przeciwdeszzowy, przemoczony doszzetnie. Ponoc w nim plywal, wierze..
A pozniej to juz byly same kempingowe przyjemnosci. Ognisko. Rombanie i pilowanie drzewa. Olaf pilowal prawdziwa pila prawdziwy kawalek drzewa jak prawdziwy drwal ;) Mine mial przy tym najszczesliwsza i naprawde swietnie mu to wychodzilo, bo sama sprobowalam zeby wiedziec o co chodzi z tym pilowaniem i uwierzcie mi wszyscy, to nie jest wcale takie proste. Rowery. Do ulubionych zaliczam nasze przejazdzki rowerowe. Chlopcy w wagoniku z tata a Olivia z mama na doczepke. Uwielbiam ja sluchac po drodze, spiewa, mowi do siebie, opowiada...Tutaj plaza blisko wiec mozna na plaze rowerem. Bylismy tez na wieczornej przejazdzce, ktora wszystkim bardzo sie podobala tak ze nikt nie zasnal mimo ze bylo ciemno ale bylo tyle ciekawych rzeczy po drodze plonace ogniska, iskry lecace w niebo, lampki porozwieszane na polach, i plaza taka spokojna a na niej plac zabaw i jak sie tu nie zatrzymac. Plaza. Jezioro. Nasze dzieci kochaja wode, bez wyjatku. Szalenstwom nie bylo konca. Las i podchody. Lubie to miejsce bo mozna pojsc na spacer w las. Rok temu swietnie bawilismy sie w podchody wiec trzeba bylo powtorzyc zabawe i tego roku. Olivia bardzo wszystkich namawiala i bardzo starannie objasniala zasady gry. Bardzo chciala byc ta uciekajaca osoba razem z tata w parze. Wyszli przed nami. A my za nimi po sladach, po strzalkach z patykow, kamieni albo rysowanych ale nagle cos tych strzalek nie bylo, mniej wiecej w momencie kiedy Olaf chcial wracac i nagle wybiegli nam za plecow i naprawde nas zaskoczyli. I ta chwile Olivia wspomina najbardziej.
Olaf nauczyl sie jezdzic na hulajnodze i rowerze, wlasnie tu na campingu. Bardzo to polubil.
A Emil? Co robil Emil? Wszedzie go bylo pelno, wielokrotnie probowal wyjsc na ulice ale najbarziej podobala mu sie plaza i rowerowe przejazdzki.
A ja najbardziej lubie spanie w namiocie, szczegolnie jak nad ranem trzeba mocniej koldre na glowe naciagnac bo czuc jeszcze zimno. I sniadania biwakowe z maluchami i wieczorne wspomnienia ze starszymi.

















a ta piekna nowa fryzura Olafka to sprawka Basi, slicznie mu prawda?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz