Pojechalismy do Nowego Jorku w gosci urodzinowo. Wszystko sie poprzesuwalo z powodu chorob i juz mialo do wyjazdu niedojsc ale jednak sie udalo. A urodziny mial Adam trzecie. Nocowalismy u rodziny Tuzinowskich, bo nie chcielismy pozarazac resztkami choroby jubilata i jego rodziny ale na tyle bycia ostroznym bo na nastepny dzien sie wprosilismy do nich w gosci. W ogole nie pomyslalam, mam nadzieje ze zdrowo sie maja.
A u Ani bylo bardzo milo.
Najpierw zasiedlismy do stolu. A kiepsko to przebiegalo bo nasi wymyslali gdzie usiada i kolo kogo. Troche zmeczeni (nie spali w drodze) a troche tak juz maja co niektorzy ;)
A pozniej pojechalismy na plaze. Ktora byla bardzo brudna, Ania bardzo sie przejela zupelnie jakby to byla jej plaza :) bardzo bardzo sie za tych co nasmiecili wstydzila.
Olaf na widok tego wszystkiego sie zalamal i nie chcial zdjac butow, ani usiasc.. W tym czasie Olivia skakala z tatem przez fale a Emil tez chcial do wody wiec biedny Olaf jako ze do wody nie chcial musial zostac na reczniku. Ale za chwile juz bylo fajnie bo zaczeli z Ania cos kopac i Damianem i Alicja, a pozniej Krzys - maz Ani, zbudowal z piachu wulkan, tata zamek i trzeba bylo konczyc bo przyszedl wieczor.
A na urodzinach bylo bardzo wesolo. To byly robakowe urodziny. Bo Adam robale lubi.
Chyba najbardziej podobal wam sie deser. Najpierw trzeba bylo pokruszyc ciasteczka Oreo za pomoca mlotka (Emilowi sie serce kruszylo na ten widok i najpierw byl troche oporny no bo jak mozna tak zniszczyc takie pyszne ciasteczka) a pozniej wymieszac z czekoladowym puddingiem i jeszcze do tego zelki glizdy. Wszyscy tez ladnie sie bawili w poszukiwanie robali (plastikowych - poukrywanych i prawdziwych). Zdjec nie mam, jakos sie zrobilam nieaparatowa ostatnio. Ale tam bylo tyle aparatow!
Dobrze tez ze zabralismy chlopakom rowery, bo mieli gdzie pojezdzic.
Po urodzinach do Zosi i Adama. Wspolna kapiel, pierozki ruskie z lubianej polskiej restauracji, troche Olimpiady, troche z Basia pogawedek, troche ksiazek przeczytanych (Olivia), troche drzemki (tata) i do domu.
Droga fatalna w burzy i ulewie noca. Chlopcy spali, Olivia przebudzila sie na siku i zalapala sie na frytki. Pozniej w drodze troche sie bala, ale moje bajki wymyslanki o dziewczynce co ma na imie Burza dzialaja na was rozweselajaco i zawsze pomagaja. Moze kiedys uda mi sie je zapisac. Ty tez nas uspokoilas, informujac nas o tym ze piorun nie trafia w sam samochod tylko wokol niego. Dzieki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz