piątek, 23 września 2011

Cape May

Taty spontanicznosc zabrala nas nad sam ocean.
Najpierw byl telefon zebym spakowala nas na trzy noce.
Przeczuwalam wycieczke do Lancaster, Pennsylvania do wesolego miasteczka Dutch Wonderland, bo mielismy zalegla ale dalsze plany mnie zupelnie zaskoczyly.
Na wiadomosc o sekretnym wyjezdzie dzieci ucieszyly sie bardzo. Olivia troche ze lzami w oczach zegnala sie ze swoim biurkiem, bo bedzie tesknila za naszym homeschooling buuhuuuu.. Pocieszylam ja ze na wyjezdzie tez mozna homeschooling robic i wystarczylo na osuszenie lez.
Czwartkowy wieczor spedzilismy w pieknym hotelu z wodnym placem zabaw, pozniej hotelowe luksusy pt: mydlo - bo to najlepsza zabawa w wannie mydlem jak ucieka z rak, karta - klucz do pokoju, lozka idealne do skakania doslownie przyciagaja zeby na nich poskakac.
Piatek rano sniadanie u Friendly's nalesniki z czekoladkami! a do tego wiadomosc od taty tajniacka na telefonie czy wole na jutro do parku wodnego czy do Cape May??? Pewnie ze do Cape May!
Zajezdzamy pod wesole miasteczko, hm jakos tak dziwnie pusto.. Zamkniete otwieraja tylko na weekendy bo juz po sezonie.. Jeszcze przed chwila w aucie slychac bylo radosne okrzyki na widok miasteczka, jeszcze przed chwila bylo mamie i tacie do smiechu ze ale bedzie jak jest zamkniete a teraz cisza co jest czemu nie wysiadamy??? Twardzi byliscie tyle wam powiem, bliscy lez ale wiadomosc o Oceanie nas uratowala.
Jechalismy 3 godziny. Az wreszcie....






















Pogoda na kapanie w oceanie to nie byla, ale dzieki temu trzeba bylo odkryc inne walory plazy. Szum oceanu, fale, niebo ktore zadziwialo kolorami, kamyczki, muszelki, wydmy gdzie mozna bylo ukryc sie od wiatru i zrobic siusiu albo nawet cos wiecej. Plaza jeszcze wieksza niz zwykle bo po odplywie, mewy, latawiec z ktorym dzieci biegaly i tanczyly tak pieknie jakby tez chcialy zeby je ten wiatr uniosl. Plaza praktycznie pusta, pozostawilismy na wygladzonym przez wiatr piasku nasze slady, dowod najlepszej zabawy w ganianego - przegralam z Olivia ktora bylaby pierwsza gdyby sie tata nie dolaczyl bez ostrzezenia ;), roznych zabaw w tarzanie i spacerow ..
Tak bardzo nam tego trzeba bylo..
A i znalezlismy zabawke, wozek do ciagniecia, tak mocno zakopana ze wszystkich rak trzeba bylo zeby ja wykopac, a ile zabawy przy odgadywaniu co to moze byc i jaka mila niespodzianka ze to nie lopatka ani polamane auto a pozniej najlepsza zabawa i troche sporow kto ma miec kolej..
A Olivia zrobila pieknego zolwia, wiele ja kosztowal pracy bo co go zaczynala to ktos w niego wszedl. Pozniej wspolnie ozdobiony wygladal pieknie.

Bedziemy tesknic za takimi chwilami, marzy mi sie domek i cale lato nad oceanem, ach marzenia..

Pierwszy raz na Cape May bylismy dokladnie dwa lata temu. Z sentymentem wspominalismy tamte chwile bo Emilek byl w brzuchu, Olivia zaczynala przedszkole jak Olafek teraz a Olafek byl taki duzy jak Emilek. Hahahaha!

A homeschooling w podrozy? Takie wakacje Oliwko to najlepsza szkola w zyciu..
A co sie nauczyliscie?
Ze trzeba miec plan B na wypadek gdyby plan A nie wypalil ;) a to w zyciu bardzo wazne.

Tak sie zlozylo ze kilka dni wczesniej ukladalysmy puzzle USA i patrzylas na te wszystkie stany a w podrozy przejechalismy trzy z nich jeden po drugim, i jak ci o tym powiedzialam to mine mialas super szczesliwa, bo palcem po mapie to nie to samo.

Pieknie pisalas patykiem po piasku wszystkie nasze imiona, co nie jest dla ciebie jeszcze latwe.

Wykopaliscie skarb.



Doswiadczylismy luksusowej nocy w luksusowym hotelu i spokojnej nocy w obskurnym motelu to tez wazna lekcja.



A najwazniejsze beda wspomnienia. A od taty uczcie sie spontanicznosci, bo nie zawsze da sie wszystko zaplanowac, to dla mamy lekcja tez bo ja tez sie z wami ciagle ucze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz