środa, 10 października 2012

Indian corn

Z naszego wyjazdu do sadu przywiezlismy tez kolorowa sucha kukurydze w kolbach. Kazdy wybral inna. Kazdy wybral piekna. Bardzo chcemy zrobic z niej korale.

Dzisiaj przystapilismy do pracy.
Najpierw trzeba bylo ja oskubac.
Jest tu kilku takich "skubancow" chetnych do skubania.




tutaj Olivia pokazuje jak ziarenka ulozyly sie w kwiatuszek


Nastepnie zalac ciepla woda, zeby troche zmiekla.

No ale taka zalana kukurydza trzeba sie pobawic.








Olivia wypatrzyla, ze po chwili ziarenka zaczely puszczac kielki. I rzeczywiscie!

Teraz trzeba czekac. Olaf sie co chwile pyta czy jest juz miekka.

Przypomnialo nam sie tez ze mamy wypozyczona ksiazke z biblioteki o kukurydzy. Pani Gail Gibbons jest mistrzynia w wyjasnianiu rzeczy nie tylko dzieciom.

A na podwieczorek corn bread!





Tak latwo i szybko.

W trakcie odmierzania i mieszania, zaczelismy mowic o roznych makach wiec zaczelam wszystkie wyciagac i kazdy chcial do kazdej wlozyc lapke i porownac a nawet sprobowac, co nie ktorzy pluli! A mamy zytnia, pszenna, ziemniaczana, kukurydziana, kokosowa i migdalowa.

A jesiennymi wieczorami lubimy obejrzec Kubusia Puchatka. Smiejecie sie w glos.
Mielismy dwa dni bez bajek, nawet nie zauwazyliscie.. wiec dzisiaj prawdziwa uczta z ciastem w reku przed ekranem.

A jak tato wrocil z pracy to zabral nas do Ikea po lozko pietrowe!!! Ale szaleliscie w sklepie, trzeba bylo poskakac na kazdym jednym. Trafila sie tez kolacja, Emil wypytywal czy maja loni en cis (macaroni and cheese) brzmi bardzo fancy w jego wydaniu.

Jutro pracujemy nad naszyjnikiem i skladamy lozko.

Miedzy innymi :).






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz