o tym co wymysla trzy male glowy, gdzie pobiegna trzy pary nog i co potrafi zrobic szesc malych rak.
czwartek, 1 marca 2012
goscie
Tacy mili, grzeczni, z wszystkiego zadowoleni czyli Basia z rodzina. Sebastian tylko na chwile, wszystkich przywiozl, zdazyl pomoc przy budowie sceny pod domkiem dla dzieci - tak tak! jest piekna i sluzy doskonale! Zostali z nami na tydzien, Olaf z takiej okazji opuscil nawet przedszkole dwa razy a Olivia odpuscila sobie gimnastyke jednego dnia! Pogode mielismy piekna ale to juz zadna tutaj nowina, jakby spadl snieg to by bylo zaskoczenie.
Czas uplywal nam milo i szybko. Rozpoczelo sie od bardzo udanego wyjscia na basen. Byly rozne zabawy podworkowe, Olaf z Zosia jednego dnia cos murowali z blota i cegiel, kiedys zlapalam ich w sama pore jak przycinali mi krzak przed domem, jeszcze znajduje pogubione nozyczki na podworku w roznych ciekawych miejscach. Czasami czujac przewage nad starszym (ze jest ich wiecej to mieli wieksza odwage ?) przedrzezniali Olivie, ktora czasami ubolewala nad tym ze oni ciagle razem w jakies takie zabawy ich. A te ich zabawy to sa takie jakies trudne bo bardzo wymyslane tak ze az trudne do opisania i wyobrazenia. Zupelnie takie jak moje pisanie teraz tutaj. Bardzo sie razem zgadzaja i rozumieja i naprawde ladnie te ich zabawy przebiegaja. A i Olivia miala chwile ze Zosia ze byla tylko jej. Czasami udalo mi sie wszystkich rozdzielic na krotke przerwe, bo nie ma jak chwila poobiedniej ciszy, wtedy Olivia czytala Zosi ale najwazniejsze bylo wyjscie po Olivie na gimnastyke, Zosia i ja wieczorem pojechalysmy razem i Olivia byla wtedy super wazna.
Narodzila sie tez nowa przyjazn, miedzy Adamem i Olivia. Adam bardzo chetnie robil to co tylko Olivia zapragnela, jesli tylko mogl sprostac jej prosbom a wkladal w to wszystko serce swe cale. Tanczyli, czytali, zabawy w piasku w kapieli i znowu czytali. Taka wakacyjna milosc. Nie powiem co robili w wannie, istna lekcja biologii, slodcy byli w tym wszystkim.
Emil nazwal Adama Dadam i bardzo go pilnowal i donosil na niego jak trzeba bylo.
A po ogrodzie biegal szczur. Zobaczylam go przez okno, ja to zawsze wypatrze jakies cos. Sniadaniowa pora. Okazalo sie ze wszystko przez dokarmianie ptaszkow, kompostownika tez musze sie teraz pozbyc. Ale szczur to juz historia, tato zalatwil go jak stary szeryf a oko ma dobre :)
Fajnie bylo. Byly zabawy w rzece na placu zabaw i Basia poszla w jakies chaszcze ze starszymi i wiedzialam ze cos znajdzie, wrocila z garscia przebisniegow. Pierwszy raz im sie tak mocno przyjrzalam jakie one maja piekne srodki... Basia zawsze wypatrzy cos zielonego, pamietam jak w Opolu znosila do pokoju rozne patyki.
Bylismy tez w bibliotece, na wspolnych zakupach! spozywczych, na lunchu nam zafundowanym a pozniej na lodach, udal nam sie tez spacer wieczorny kazdy na czyms jechal, Olivia przelamala sie i wskoczyla na rower a Zosia pozwolila Olafowi miec kolej na jej super hulajnodze i szlo mu swietnie!
Wspominam tez dlugie powolne sniadania, ktore byly fajne do momentu kiedy Olivia miala sie ubierac i Olaf tez, nie wiem ktore z nich jest "lepsze" w tym mozolnym trudzie jakim jest ubieranie, kto w ogole to wymyslil!
Wyjazdy autem byly istna wyprawa, Basia wchodzila przez bagaznik zeby tych z tylu zapiac. A jak kazdy cos mowil to czulam sie jakby jakas wycieczka z nami jechala. A byla taka chwila ze kazdy cos spiewal na swoja nute.
A wieczorami fajnie bylo zakonczyc dzien wspolna damska gadanina :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz