sobota, 8 stycznia 2011

Przedsmak szkoly

Mielismy taki "szkolny" dzien i nie podobalo mi sie to ani troche.
Olivia byla poza domem od godz 9 do 4 po poludniu, czyli takie szkolne godziny ktore mialyby nam wejsc w rutyne od wrzesnia tego roku, wrocila wykonczona, marudna, jeczaca, zla... 5 letnie dziecko poza domem przez tyle godzin miedzy inymi dziecmi i obcymi nie zgadza sie to z moimi teoriami wychowawczymi, ach.......
Tego dnia rano bylo przedszkole a pozniej reszte dnia spedzila u Sydney - kolezanka z przedszkola, gdzie zjadla lunch, bawila sie, obejrzala caly Tinker Bell (80 minut!)co uwazam czesciowo sie przyczynilo do slabego samopoczucia.
A wczoraj spadl snieg, przedsmak sniegu, tak popruszylo nawet dobrze nie przykrylo a tu taka niespodzianka szkoly opoznione o 2 godziny, a mama nic nie podejrzewajac wyszykowala cie do przedszkola. Ale za to mocno wyszykowani zaczelismy wczesniej ten dzien, z okazji braku przedszkola bawilismy sie ta drobinka sniegu a zabawa powstala ciekawa bo podnosilismy rozne przedmioty z ziemi i ogladalismy slady a i sanki dalo rade pociagnac na trawie.

taka ilosc sniegu, tyle klopotu, szkoly opoznione.




a snieg byl zimny i niektorym sie to nie podobalo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz